sobota, 14 kwietnia 2012

Górale gonili, aż dogonili

Fot. K. Dzierżawa/ts.podbeskidzie.pl
Można już ze sporym prawdopodobieństwem stwierdzić, że dziś Śląsk w Bielsku pogrzebał swoje szanse na mistrzostwo. W dodatku prowadzenie i w rezultacie dwa punkty stracił w 90. minucie, gdy gola zdobył Robert Demjan. Najbardziej z wyniku cieszy się Legia, która może w tej kolejce odjechać wrocławianom na pięć punktów.

Śląsk zrobił tak naprawdę wszystko, żeby tego meczu nie wygrać. Trudno inaczej określić sytuację, gdy drużyna z aspiracjami na mistrza Polski, która w przypadku zwycięstwa siedziałaby dosłownie na plecach liderującej Legii, stwarza w spotkaniu z grającym już o nic beniaminkiem dosłownie kilka sytuacji. Na domiar złego gdy już trafia do siatki, zamyka się na własnej połowie i pozwala rozwinąć skrzydła walecznym, ale znajdującym się w lekkim dołku po dwóch kolejnych porażkach z outsiderami, Góralom. Wisienką na torcie indolencji Śląska niech będzie sytuacja z 88. minuty, gdy nie mające nic do stracenia Podbeskidzie rzuca wszystkie siły (łącznie ze stoperem Bartłomiejem Koniecznym) do ataku, a Łukasz Madej mając mnóstwo czasu na dokładny strzał i mając przed sobą tylko Mateusza Bąka nie trafia nawet w bramkę. Dwie minuty później Robert Demjan wykorzystał dokładną wrzutkę niezwykle ruchliwego dziś Sylwestra Patejuka i doprowadza do wyrównania. 

Śląsk stracił dziś ważne punkty, ale kto wie jak potoczyłby się losy spotkania, gdyby w 29. minucie boiska nie musiał opuścić z powodu kontuzji Sebastian Mila. Do jego zejścia z boiska gra wrocławian nie wyglądała źle - goście raczej kontrolowali wydarzenia boiskowe i raz nawet sam Mila znakomicie obsłużył Łukasza Gikiewicza, ale jego strzał sparował Bąk. Sytuację miał także Cristian Omar Diaz, ale po sprytnym uwolnieniu się spod opieki obrońcy nie zdołał pokonać golkipera gospodarzy uderzeniem z ostrego kąta. Swoje okazje miało także Podbeskidzie, głównie za sprawą szalejącego Patejuka. W najlepszej akcji meczu, po minięciu na lewym skrzydle kilku zawodników Śląska, zejściu do środka i klepce z Demjanem pomylił się jednak o pół metra. Pierwsza połowa była mało emocjonująca, a z rzadka atakujący piłkarze obu drużyn skupili się głównie na walce w środku boiska.

Drugą połowę lepiej zaczęli Górale, ale po strzale Sebastiana Ziajki w 47. minucie na posterunku był Marian Kelemen. Kwadrans później było już jednak 1-0, bo Piotr Celeban, podobnie jak w meczu rundy jesiennej, trafił do bramki bielszczan. Myli się jednak ten, kto myśli że piłkarze z Dolnego Śląska poszli za ciosem. Nie mając kompletnie żadnego pomysłu na grę, w szczególności gdy na tragicznej dziś murawie przy Rychlińskiego ciężko było stworzyć składną akcję i gdy wyłączony był z gry szybki Waldemar Sobota, dali się zepchnąć do obrony. Pierwsze poważne ostrzeżenie dla wicemistrzów Polski dał Ziajka, ale jego wolej przeleciał z metr nad bramką. Chwilę później powinno być już jednak 1-1 - joker Górali Piotr Malinowski będąc kilka metrów przed bramką najpierw jednak nie trafił w piłkę lewą nogą, by poprawiając prawą pomylić się minimalnie. Jeszcze chwilę przed sytuacją Madeja groźnie uderzył nad bramką Przemysław Kaźmierczak, ale kilka minut później Demjan rozwiał wątpliwości - Śląsk nie jest na dzień dzisiejszy wiarygodnym kandydatem na mistrza i powinien się z tą myślą pogodzić. Bo właśnie w takich meczach jak ten dzisiejszy, ze słabszym zespołem i przy prowadzeniu, zdobywa się tytuły. Szansa tli się jeszcze w dogodnym dla wrocławian terminarzu, jednak te mecze trzeba jednak umieć wygrać, a dziś podopieczni Oresta Lenczyka pokazali, że mogą mieć z duże problemy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz