środa, 4 kwietnia 2012

Wynik jak nigdy, gra jak zawsze


Podbeskidzie przegrywa drugi mecz z rzędu z drużyną z dołu tabeli. Nie oznacza to jednak, że Cracovia była dziś lepsza - dwie bramki zdobyła w dość kontrowersyjnych okolicznościach i przy wydatnej pomocy przeciwnika. 

Spotkanie zaczęło się dla Cracovii fantastycznie, bo już w 8. minucie Marcin Budziński otworzył wynik meczu. Młodemu zawodnikowi Pasów niespecjalnie w tej sytuacji przeszkadzali obrońcy Podbeskidzia pozwalając z piłką przebiec kilkanaście metrów i na koniec oddać precyzyjny strzał. Wydawać by się mogło, że walcząca o utrzymanie w lidze Cracovia pójdzie za ciosem i zrobi wszystko, żeby wynik podwyższyć. Nic bardziej mylnego - goście kontrolowali w tym momencie grę, często sprawiając zagrożenie pod bramką Wojciecha Kaczmarka, a podopieczni Tomasz Kafarskiego w tym czasie irytowali niecelnością i ospałością. Pierwszą okazję do wyrównania miał chwilę po golu Budzińskiego Juraj Dancik, ale z bliska trafił z główki w bramkarza Pasów. Co nie udało się słowackiemu obrońcy, udało się Markowi Sokołowskiemu w 17. minucie. Kapitan bielszczan próbując dośrodkowywać z powietrza kapitalnie wrzucił piłkę za kołnierz Kaczmarka i goście zasłużenie wyrównali. Ciągłą przewagę Podbeskidzie mogło udokumentować w tej części gry jeszcze przynajmniej dwoma golami, ale za pierwszym razem mając przed sobą pustą bramkę fatalnie skiksował Liran Cohen, a później instynktownie strzał Sokołowskiego wybronił Kaczmarek. Kilka razy z dobrej strony pokazał się Sylwester Patejuk, z kolei w drużynie Cracovii ciężko było znaleźć jakieś pozytywy, poza grę Budzińskiego i kilkoma interwencjami Kaczmarka. Po 45. minutach wydawało się, że dalsze bramki dla Podbeskidzia są kwestią czasu.

Fot. cracovia.pl
Nieoczekiwanie jednak druga odsłona meczu rozpoczęła się bardzo podobnie do pierwszej. Na prowadzenie Cracovię wyprowadził Milos Kosanovic, po ładnym strzale z rzutu wolnego pośredniego podyktowanego za nakładkę Dariusz Łatki w polu karnym. Kontrowersję w tej sytuacji wywołało poprzedzające strzał muśnięcie piłki przez Vladimira Boljevicia, po którym piłka ledwo drgnęła. Po drugim golu Podbeskidzie zaczęło rzadziej atakować, ale mimo to kilkukrotnie zagroziło bramce gospodarzy. Cracovia dużo śmielej poczynała sobie w tym momencie na boisku i efekt przyszedł na piętnaście minut przed końcem spotkania, ale znowu w mocno kontrowersyjnych okolicznościach. Saidiego na ziemię powalił w mało groźnej sytuacji Ondrej Sourek, co zakończyło się dla niego szybszą wycieczką pod prysznic, a dla Pasów rzutem karnym. Powtórki jasno jednak wskazywały, że faul nastąpił zaraz przed polem karnym i po raz kolejny niedopatrzeniem wykazali się sędzia główny Szymon Marciniak wraz z asystentami. Jedenastkę na gola zamienił sam poszkodowany i praktycznie z niczego Cracovia wyszła na prowadzenie 3-1. Rozgrywający dobre zawody Saidi mógł w końcówce podwyższyć wynik, ale strzelił obok słupka.

Cracovia w końcu wygrała mecz, jednak nie w takim stylu na jaki wskazywałby wynik, bo równie dobrze odwrotny rezultat Podbeskidzie mogłoby osiągnąć w samej tylko pierwszej połowie. Nie zmienia to jednak faktu, że trzy punkty dużo dają w tej trudnej sytuacji Pasom, ale ciężko teraz wyrokować czy dadzą cokolwiek więcej niż nieco lepsze samopoczucie. Dystans do bezpiecznej lokaty wynosi obecnie cztery punkty przy rozegranym jednym spotkaniu więcej, a Cracovię czeka teraz mecze m.in. z Polonią Warszawa, Ruchem Chorzów czy Wisłą Kraków.

via Tylko Piłka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz