Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jagiellonia białystok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jagiellonia białystok. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2011

Siła z gór!

Fot. Michał Kardasz/www.jagiellonia.net
Trzema punktami zdobytymi w Białymstoku zawodnicy Podbeskidzia rozpoczęli rundę rewanżową. Zwycięstwo 2-0 zapewnili Sebastian Ziajka i Mariusz Sacha.

W wyjściowych jedenastkach obu zespołów próżno było szukać dwóch największych asów. Zarówno Tomasz Frankowski w ekipie Jagiellonii, jak i Sylwester Patejuk z Podbeskidzia narzekali na drobne urazy i usiedli tym razem na ławkach rezerwowych. W ataku gospodarzy straszyć miał za to osamotniony Grzegorz Rasiak, który po kilkuletniej przerwie wraca na polskie boiska.

Pierwszą groźną okazję stworzyli sobie zawodnicy Czesława Michniewicza, ale po przytomnym wycofaniu piłki przez Tomasza Kupisza, Czarnogórzec Marko Ćetkovic pomylił się o metr. Kilka minut później dobrą okazję miał z drugiej strony boiska Robert Demjan, ale i on uderzył niecelnie. Kolejny sygnał, że Bielszczanie wcale nie przyjechali się tu bronić dał Liran Cohen - jego strzał z bliskiej odległości z najwyższym trudem odbił Tomasz Ptak. Niedługo potem padła pierwsza bramka dla Górali. Wszystko zaczęło się od łatwej straty na środku boiska Grzegorza Arłukowicza na rzecz Dariusza Łatki, który oddał futbolówkę Demjanowi. Piłka w rezultacie trafiła do Sebastiana Ziajki, który ładnym mierzonym strzałem z dystansu dał prowadzenie drużynie Roberta Kasperczyka. Do końca pierwszej połowy oba zespoły nie potrafiły zagrozić już bramce przeciwnika i dość nieoczekiwanie goście prowadzili po 45 minutach 1-0 z nadzwyczaj słabą "Jagą".

Fot. Marcin Onufryjuk/Agencja Gazeta
W przerwie trener Michniewicz dokonał aż trzech zmian, znacząco wzmacniając siłę ofensywną drużyny z Podlasia. Na murawie zameldował się m.in. najlepszy snajper Tomasz Frankowski. Nie zrobiło to większego wrażenie na Góralach, którzy kilka minut po wznowieniu gry mieli doskonałą okazję na podwyższenie wyniku, ale piłkę po główce rozgrywającego bardzo dobre zawody Ziajki odbił Ptak. Co się odwlecze to nie uciecze - w 56. minucie goście mogli cieszyć się już z dwubramkowego prowadzenia. W zamieszaniu w rogu pola karnego najlepiej odnalazł się Bartłomiej Konieczny i dokładnie dośrodkował do Mariusz Sachy. Pomocnik z Bielska-Białej na raty pokonał golkipera Jagiellonii, przy wybitnie biernej postawie Alexisa Norambueny. Trochę z rozpędu zawodnicy Podbeskidzia oddali potem w krótkim czasie jeszcze dwa strzały, ale ani Demjan ani Ziajka nie znaleźli drogi do bramki "Żółto-Czerwonych". W 64. minucie błąd popełnił dotychczas dobrze sędziujący w tym spotkaniu Paweł Gil. Nie dopatrzył się on ewidentnego faulu na Kupiszu w okolicach pola karnego - co więcej, ukarał piłkarza Jagi dodatkowo żółtym kartonikiem za symulowanie. Aktywny był także Rasiak, szczęścia próbował Burkhardt. Animuszu nie stracili jednak zawodnicy beniaminka. Groźne strzały zanotowali zmiennicy - Patejuk i Marcin Rogalski, a na skrzydle mocno aktywny był Piotr Malinowski. Do siatki trafił Demjan, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Podbeskidzie spokojnie dowiozło prowadzenie do końca i tym razem nie dało sobie wyrwać zwycięstwa po początkowym prowadzeniu, tak jak miało to miejsce w poprzedniej kolejce w Warszawie.

Górale dzięki triumfowi przeskoczyli w tabeli słabą dzisiaj Jagiellonię. Najlepszym przykładem kiepskiej postawy gospodarzy niech będzie ilość strzałów na bramkę - 11 do 23 na korzyść gości. W ostatniej w tym roku, ale granej awansem drugiej kolejce rundy wiosennej, Podbeskidzie gościć będzie przy Rychlińskiego GKS Bełchatów i spróbuje odpłacić się za upokarzającą porażkę 6-0 z początku sezonu. Z kolei piłkarze Czesława Michniewicza pojadą do Gdańska na trudny mecz ze znajdującą się bezpośrednio pod nią Lechią Gdańsk. W przypadku kolejnej utraty punktów, w Białymstoku szykuje się ciężka zima, a po niej najprawdopodobniej walka o utrzymanie ekstraklasowego bytu. Na powtórzenie sukcesu z poprzedniego sezonu i pozycję zaraz za podium nie ma chyba już co liczyć.

via Tylko Piłka

wtorek, 24 sierpnia 2010

Hasta La Wisla Baby!


Do czego to doszło, żeby Azerowie pokazywali nam miejsce w szeregu?
Polska piłka sięgnęła dna. Tak w skrócie można opisać wszystkie informacje, jakie pojawiły się w mediach po odpadnięciu wszystkich polskich zespołów z europejskich pucharów sezonu 2010/2011 - wliczając w to zespół Lecha Poznań, który po odpadnięciu z rozgrywek Ligi Mistrzów na pocieszenie gra o Ligę Europejską. I nie zmieni tego nawet zwycięstwo Kolejorza w Dniepropietrowsku, w pierwszym spotkaniu kwalifikacji. Powinniśmy się przyzwyczaić do takich sytuacji patrząc na wyczyny Naszych wstecz, jednak nie do zaakceptowania jest sytuacja w jakiej odpadamy.  Wstydliwe porażki czy wyrównana walka ze słabeuszami nie powinny mieć miejsca. Kluby przedstawiam we własnej, subiektywnej kolejności, wg poziomu zaprezentowanego przez drużynę a oczekiwań i szans.

W tym sezonie za silny na Wisłę Kraków okazał się Qarabağ Ağdam, z Azerbejdżanu. Kraj egzotyczny, liga jeszcze bardziej więc o rywalach Białej Gwiazdy informacji jak na lekarstwo. Wiadomo było, że na mecie poprzedniego sezonu uplasowali się na miejscu 3 i wyeliminowali sławny Rosenborg Trondheim w eliminacjach Ligi Europy. Teoretycznie więc rywal słabszy chociaż casus Rosenborga dawał do myślenia. Porażki 0-1 na Suchych Stawach i 2-3 w Baku spowodowały, że Qarabağ dołączył do wstydliwej listy katów Wisły - Valerengi Oslo, Dinamo Tbilisi, Vetry Wilno. Lista doprawdy imponująca. Za porażkę głową zapłacił trener Kasperczak.
Po świetnym sezonie 2009/2010 do ociekających tysiącami euro bram piłkarskiej Europy zawitał po długiej przerwie najbardziej utytułowany klub polskiej ekstraklasy Ruch Chorzów. W przeciwieństwie do Wisły i Lecha, mało kto oczekiwał od Chorzowian wspinania się w górę pucharowej drabinki. Nie okłamujmy się - Ruch zdobył tak wysoką lokatę w tabeli przy wydatnej pomocy nieudolnej Legii Warszawa a nie dlatego, że jest aż tak klasowym zespołem. Schody jednak zaczęły się stanowczo za szybko dla zespołu Fornalika - dwa remisy (1-1 i 0-0) z Valetta FC i awans zapewniony przez bramkę Wojciecha Grzyba na Malcie z karnego. Na następną rundę Ruch wylosował zdecydowanie lepszego rywala, Austrię Wiedeń. Wiedeńczycy nie mieli najmniejszych problemów z pokonaniem jedenastki ze Śląska, zapewniając sobie awans juz po pierwszym meczu w Polsce, który wygrali 3-1. W stolicy Austrii kolejne trzy gole, jednak tym razem nie udało się odpowiedzieć nawet jednym. W obu meczach Ruch był jedynie tłem dla (wcale nie takiego dobrego) zespołu Austrii.


Aktualny Mistrz Polski, Lech z Poznania, miał całkiem dobrą passę w europejskich pucharach. Począwszy od sezonu 2008/2009 dobrze (jak na polskie warunki) prezentował się, wygrywając z m.in. Austrią Wiedeń, Feyenoordem Rotterdam, Brugge czy demolując Grasshoppers Zurich. Lechici toczyli zacięte boje z Deportivo La Coruna, CSKA Moska i Udinese Calcio. Apetyty były więc wysokie, wydawało się, że w końcu możemy mieć drużynę w Lidze Mistrzów. Nieciekawie zaczęło się robić gdy mający być spacerkiem dwumecz z Interem Baku stał się niczym innym jak wycieczką w góry w szpilkach. Oba zespoły wygrywały na wyjazdach 1-0 i o tym kto przechodzi dalej miały zadecydować rzuty karne. Tam lepiej zaprezentowali się na szczęście Poznaniacy a strzelali bez mała wszyscy bo rywalizację rozstrzygnął dopiero bramkarz Krzysztof Kotorowski, uprzednio broniąc dwa karne Azerów. W III rundzie kwalifikacji czekała już Sparta Praga. Dość przypadkowa bramka w pierwszym starciu w Pradze i 3 punkty zostały na Letnej. Identyczny wynik przy Bułgarskiej oznaczał odłożenie marzeń o Champions League na rok następny a sam Lech zaprezentował się nijako we wszystkich czterech spotkaniach, strzelając tylko jedną bramkę. Jedyna nadzieja, że Lechici nie roztwonią przewagi z Ukrainy i wyeliminują Dnipro w eliminacjach Ligi Europy.

Jedynie Jagiellonia Białystok, debiutant na europejskim podwórku, zaprezentowała się porządnie. W przeciwieństwie do Ruchu i Wisły, Jaga zaczynała przygodę od III rundy eliminacji i to od razu solidnego przeciwnika, Arisu Saloniki. Z Jagą sytuacja była podobna do tej Ruchu - oczekiwania nie były duże, wypadałoby się tylko nie skompromitować. Białostocczanom ta "sztuka" się udało i po wyrównanej walce odpadli po porażce na Podlasiu 1-2 i remisie w Grecji 2-2. Kto wie jak potoczyłyby się losy pierwszego spotkania gdyby nie niefrasobliwe pierwsze dziesięć minut, w trakcie których Aris zdobył dwie bramki. Jaga walczyła jak mogła i przy odrobinie szczęścia przeszłaby Greków.

Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Dlaczego odpadamy lub męczymy się z drużynami, które wydawać by się mogło przyjeżdżają do Polski z piłkarskiego trzeciego świata? Dlaczego o Ligę Mistrzów walczy zespół z Mołdawii, Słowacji (która zresztą miała tam swoją Artmedię parę lat temu), w kwalifikacjach do Ligi Europy ciągle są drużyny z Kazachstanu, Walii, Białorusi, Słowenii? Dlaczego czekamy już kilkanaście lat na drużynę, która zagra z najlepszej lidze świata i w czym jesteśmy gorsi od Białorusi, Cypru, Słowacji, Węgrów i wystawiających coraz to nowe drużyny Rumunów? Pytanie kluczowe - czy to świat aż tak poszedł do przodu? Co roku trenerzy tłumaczą się klasycznym już "sezon w Polsce jeszcze nie ruszył to i piłkarze nie w formie". Problem w tym, że powinni być w formie. Powinni gryźć trawę i walczyć o każdą piłkę bo za te pieniądze co otrzymują jest to ich obowiązek. Trudno wyobrazić sobie sytuacje, że inżynier z wąsem stawia krzywy dom tylko dlatego, że wczoraj wrócił z wypoczynku w Juracie. Talentów w Polsce tez nie brakuje, widać to na każdym podwórku, każdych zawodach młodzieżowych. W kwestii boisk dużo się ostatnio poprawiło, powstają Orliki i śmiem twierdzić, że w Kazachstanie i na Białorusi dzieciaki mają gorzej, podobnie z trenerami. Niestety, odpowiedzi na te pytania nie należą do łatwych i sytuacja wydaje się być bardziej złożona. Dopiero połączenie solidnej pracy u podstaw prowadzonej przez wykwalifikowanych ludzi, zmiany mentalności (sytuacja z Danem Petrescu i treningami w Wiśle) wszystkich, zrobienie porządku w PZPN i pewnie jeszcze kilku czynników da efekty.

Przyszedł taki czas w roku i znowu na horyzoncie pojawia się wielki balon z napisem EKSTRAKLASA. Wypełniony pięknymi stadionami, tłumem kibiców i p*łkarzykami w pomarańczowym obuwiu i żelem na włosach. Zewsząd słyszymy informację, że w lidze obraca się wielkimi pieniędzmi, że zbliżamy się do Europy, podobno w naszą stronę spoglądają Tristany, Kluiverty i Mido. Trzeba uderzyć się w pierś i skończyć z mydleniem oczu bo jesteśmy piłkarsko biedni jak stąd do tamtąd i żadne pieniądze z C+ ani stadiony tego na razie nie zmienią, jedynie zaciemniają żałosny obraz naszej piłki. Kiedyś nie było pięknej otoczki wokół niej ale były sukcesy. A wspomniany wyżej balon za rok znowu p*erdolnie gdzieś na Zakaukaziu i zaczniemy sobie zadawać to samo pytanie jak co roku - dlaczego, k*urwa, DLACZEGO?