Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opole. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 października 2012

Okoliczny Element - Kosze zerwane [2012]


Ninja to taki gość, który pojawia się znienacka i robi swoje. W przypadku nowego albumu i zarazem pierwszego legalnego Okolicznego Elementu jest identycznie - nic nie zapowiadało tak dobrej płyty.

Wypuszczone przedpremierowo single zwiastowały regres formy Nin-Jah (tego z Okolicznego, nie wojownika) i Mejdeja, szczególnie w warstwie lirycznej. Jeden z drugim internauta zwiastował zza ekranu upadek Okolicznego i zjadanie własnego ogona - to, co było głównym atutem zespołu stało się trochę karykaturalne i nie do przyjęcia. Formuła melanżowa wydawała się wyczerpana, w dodatku premiera zaplanowana na chłodny październik nie pasowała do luźnego klimatu Okolicznego Elementu. Co mądrzejsi jako powód takiego stanu rzeczy wskazywali wejście na legalną ścieżkę i dostosowanie się do wymagań wytwórni Step.

Jednak to, co miało być końcem Okolicznego, stało się tak naprawdę drugim oddechem zespołu i w żaden sposób nie została zachwiana tożsamość grupy. Na "Koszach zerwanych" dobrze zostały wyważone poważne tematy z radosnymi i luźnymi, ale wciąż wszystko jest nawinięte w specyficznym klimacie Okolicznego. Mimo że Nin-Jah i Mejdej to rapersko mocna klasa średnia na polskim rynku, nie można im odmówić talentu do pisania fajnych i ciekawych tekstów, autentyczności i ucha do przyjemnych refrenów z vibem. Na dłuższą metę irytować może jednak ilość porównań i nawiązań, w szczególności do wcześniejszego dorobku zespołu, dość łatwych do wychwycenia i nieco jednostajne flow obu reprezentantów Opola.

Tak samo jak w przypadku poprzednich dwóch albumów, tak samo "Kosze zerwane" mają świetną warstwę muzyczną. Zarówno Mejdej, jak i Urbek zrobili tu kawał dobrej roboty - pierwszy wygrał hip-hop podkładem do "Szczęścia", drugi do "Zasad i kwasów". Z gościnnych zwrotek godna uwagi jest szczególnie Emilia w "Tysiące snów" i ewentualnie stary dobry Renault w "W witrynach zakupy", gdzie refren akurat fajnie został nawiązany do klasyki Wu-Tang Clan. Średnio wypadli Ras z Te-Trisem, a zupełnym nieporozumieniem jest obecność DJ BRK - człowieka, który powinien poprzestać na robieniu beatów, ewentualnie zbijaniu kasy na gimbusach z Grubsonem. Szufla, którego obecność jak na każdym materiale OE trudno zdefiniować, bo ni to członek zespołu z jedną zwrotką, ni gość, trzyma swój poziom i chronicznie powoduje uśmiech na twarzy - jakby ktoś szukał 100% Okolicznego i klimatu z "Balsam party" to odsyłam do kawałka właśnie z Szuflą.

Podsumowując, pewnie będzie to jedno z większych zaskoczeń w tym roku. Wbrew pozorom to płyta spójna i choć momentami mocno kontrastująca, to wciąż pod jednym mianownikiem i podążająca w jednym kierunku. "Kosze zerwane", które miały być wielkim zawodem i zdawały się nadawać na maksymalnie jeden odsłuch z obowiązku, stał się solidnym kandydatem do listy najlepszych pozycji w roku 2012. Może nie będą atakować najwyższych pozycji, ale z pewnością umilą swym letnim klimatem niejeden zimny jesienny wieczór.    

Tu posłuchasz "Koszy zerwanych", a poczytać o zeszłorocznych "Schodach donikąd" możesz tu.



PS. Jeśli jesteś skejtem słuchaj tylko tego #16: Opole

środa, 10 października 2012

Jeśli jesteś skejtem słuchaj tylko tego #16: Opole


Opole stolicą polskiej muzyki jest i basta. Myśląc Opole widzimy amfiteatr, z charakterystyczną więżą w tle, a na scenie gwiazdy muzyki - te z panteonu, te drugoligowe, czy wreszcie te dopiero stojące u progu kariery. Równocześnie jednak gdy renoma odbywającego się tam praktycznie nieprzerwanie od 1963 roku Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej stopniowo podupadała, aż stał się on nie festiwalem najlepszej polskiej muzyki, a koncertem zblazowanych muzyków i ostatnią szansą dla stetryczałych peerelowskich gwiazdeczek, to opolski rap wyrabiał sobie markę. Dla młodych Opole to powoli nie była już Rodowicz i Steczkowska, a Dinal czy Okoliczny Element, których nie łączyło tylko miejsce zamieszkania, ale także wyluzowany, nie do podrobienia styl, idący dodatkowo w parze z techniką. I nie zmieni tego nawet fakt, że rapowe Opole zaliczyło ostatnio spory regres, w dodatku na opinie wpływa miejscowa wytwórnia Step Records, której target oscyluje w granicach wczesnego gimnazjum.

Ten przydługi post będzie swoistym hołdem i pożegnaniem się z tym miastem, w którym przyszło mi spędzić trzy lata - przykrym wnioskiem z wyprowadzki jest fakt, że zamieniwszy 120 tysięczne miasto na ponad sześć razy większe, równocześnie wyjechałem na istną rapową pustynię. #kraków

PS. Oczywiście braknie tu komuś Jareckiego, ale łagodnie rzecz ujmując - "nie przekonuje mnie". East West Rockers też celowo pominięte, nie pasuje do koncepcji.

1. Dinal - W strefie jarania i w strefie rymowania



Absolutny klasyk, najważniejsza dla mnie płyta obok "Na legalu?", taka, którą znam na pamięć i podśpiewuję za każdym razem jak leci, a gdybym był Mesem to bym sobie wydziabał okładkę zamiast "Dark Side Of The Moon". Dinal wygrał nią rap, jest tu wszystko czego można oczekiwać od płyty i jest to najlepsza definicja luźnego opolskiego stylu. Chociaż chłopaki podkreślają, że "ma być fajnie, bo trudno" i porównaniami, metaforami i nawiązaniami sypią non stop (dowód), to tematycznie nie jest nudno - storytelling, kawałki o miłości, o zdrowym odżywianiu, stylowe bragga. Bardzo szkoda, że wydane w 2006 "WSJIWSR" to ostatnia płyta Wankeja i spółki. Każdy z nich poszedł w inną stronę (Wankej - naukowiec w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Opolskiego, coś tam chce nagrać ale nie wychodzi; Mejdej - Okoliczny Element; Urb - didżejska banda Gram-O-Phonics; Karol - nie wiem, chyba skończył z muzyką na dobre), ale i tak do zobaczenia w lepszych czasach. "WSJIWSR" ma także wersję z remixami zatytułowaną "Zagubione indeksy (Indeksy i rarytasy)" - polecam szczególnie "Modę na sos".

2. Dinal - Kaseta demonstracyjna



Trzy lata przed wydaniem "WSJIWSR" na nielegalnym rynku pojawiła się "Kaseta demonstracyjna" - winyl wydany własnym sumptem, z zajawki. Minęło 9 lat od premiery, a ona wciąż się nie nudzi i zaskakuje świeżością. W związku z wydaniem "Kasety..." miał miejsce pewnie jedyny kontakt opolskiej grupy z telewizją, kiedy to do programu MTV zaprosił ich O.S.T.R i tym samym chłopaki poszli śladem Madame Tussauds. Wypadli uroczo, polecam część pierwszą, z boku będzie druga.

3. Chuck D Fresh - Chuck D. Fresh



2001, spada na miasto bomba - Chuck D Fresh nowa płyta. W rolę tytułowego Chucka aka Miałem Każdą wcielił się Karol z Dinala, który na płytę zaprosił całą śmietankę opolskiej sceny. Najciekawsze, że płyta robiona jest dla żartów, a słusznie ktoś zauważa, że i tak ma najlepsze melodie i buja sakramencko.

4. Da Mastaz - Beatz on da streetz



Najbardziej amerykańska z polskich płyt, równocześnie wyśmiewająca cały hip-hop. Prawdziwe opowieści z osiedlowych uliczek, z suki, o ciuchach, dragach, deskorolce, r*chaniu biczys, nawet Ś.P. drukowany Ślizg się pojawia. Jedna piosenka zjada "Beatz on da streetz" cały Swag Jak Skurwysyn (prócz Zioła).

5. Monitor FM - Monitor fucks monitor 



Słuchając tego chcesz być ich funflem, razem jechać nad wodę maluchem lub bryką Jacka starego, ścigać się escortem lub skodą i robić murki na rolkach-demolkach. Płyta ma także walor edukacyjny - nie musisz brać marychy, żeby być odlotowy, nie pal trawki, bo się udusić możesz, a w lesie gaś ognisko - hitem tego kawałka jest także śpiew Wankeja, nie polecam słuchać głośno.

6. Monitor FM - Monitor ist zuruck



Monitor jest z powrotem, ale w gorszej formie i tym razem prosto z Westfalii (falii). Nie zmienia to jednak faktu, że to i tak TOP 10 niemieckiego rapu, z własną półką w Empiku o furach i tuningu audików. Niemiecka mniejszość narodowa, której pełno w tych rejonach, powinna być dumna.

7. Okoliczny Element - Pierwsza rozgrzewkowa



Debiutancki nielegal Okolicznego Elementu, czyli Nin-Jah i Mejdeja, to jedyna płyta nagrana na poważnie, która zbliżyła się chociaż trochę do poziomu Dinala. "Pierwsza rozgrzewkowa" to obowiązkowy materiał na każde lato, bo chociaż do raperów można mieć trochę zażaleń, to do klimatu nigdy. Płytę dopełnia klip nagrany na kultowych opolskich miejscówkach - pl. Teatralny, boisko na WSP, sklep Jeżyk, kamionka na 1 maja.

8. Okoliczny Element - Schody donikąd



Druga płyta Okolicznego to podtrzymanie klimatu i poziomu z debiutu - więcej w tym miejscu.

9. Wiadroskład - The Giecikowe



"The Giecikowe" to tak naprawdę mniej poważna zaprawa przed Okolicznym. Tematyka około-imprezowa, wiadrowo-balsamowa. Jest też ciekawy cover "Ty" z drugiego Dinala, pochwała sportu i śmiechy z polskiej sceny. Drugi, tegoroczny Wiadroskład, nie jest warty wielkiej uwagi więc omijam, jakby ktoś uwierzył to niech sprawdzi sobie tu.

10. SMA - 83



Ta płyta to dobry materiał jak na warunki nielegali, ale ledwie średnia na warunki opolskie. SMA nie jest jakimś super raperem, produkcje nie są wybitne, ale słucha się tego przyjemnie, a już zwłaszcza singla.

11. Mocne Wersy - Miejski syf



Szczub to oficjalnie jeden z najbardziej denerwujących polskich raperów - Reno-hustler-swagger wannabe w jednym. Kosa podrzucił fajne podkłady i powinien zdecydowanie pozostać przy tym i mikrofon oddać SMA. Ten z kolei na swoim stałym, solidnym, ale bez fajerwerków poziomie z "83". Mocnych wersów tam w każdym razie nie uświadczysz, ale da się przesłuchać, chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to materiał dla gimbusów ze Stepu, którzy chcą nieco odetchnąć od ulicy.

12. Various Artists, czyli lepsze i gorsze, ale opolskie

Inne polecane kawałki made in Oppeln lub gościnne -

Dinal - Czuję się klawo feat. Lilu)
Dinal - Palić i grabić
Dinal - Program 2
Dinal - Top Secret
DizkretPraktik - Braggadacio feat. Majkel, Wankej, Pjus
Lech Roch Pawlak - Na rowerze samochodem
Lilu - Nie Ma Drugiej Takiej feat. Pan Wankz)
Łona, Duże Pe, Dizkret, 2cztery7, Blef, Wankej - Znasz mnie
Potentat - Miasto/Zadbaj o swą godność
Ruffsoundz & Pan Wankz - Mark4
The Pryzmats - Dobry kot feat. Stasiak, Pan Wankz, DJ Ike
The Winkelz - Mała nadzieja
Wiadromix
Zkibwoy & DJ Ader - Skandale feat. Pan Wanxxx)
Zyg-Zak - Walcz...feat. Pan Wankz

I na koniec, przecież nazwa nie wzięła się znikąd, opolski raper na brzeskich bitach.



czwartek, 22 marca 2012

Wiosna + Ultim8 Separation

Wiosna się zaczęła, przynajmniej ta kalendarzowa, i musi być jakiś okolicznościowy wpisik. To ciekawy okres - nagle okazuje się, że w O*olu ktoś naprawdę mieszka (!) i ludzie nie chowają się do swych pieczar o 17 (tylko o 21) i koniec życia, STOLICA WOJEWÓDZTWA podobno. Ci sami ludzie weekendami przyjeżdżają na rower do parku, ale nie rowerem tylko samochodem, a dwa kółka pakują do bagażnika, co by się za bardzo nie zmęczyć i nie schudnąć, przecież przyjechanie z najbardziej odległego miejsca miasta tu to jakieś 30 min w porywach, WOW sportowcy. Ulubieni studenci nie piją już rozgrzewającej kawy w termicznych kubkach i niektórzy nawet ściągają płaszcze, co daje im kilka punktów minus do poczucia własnego studenctwa, ale szybko nadrabiają je grillowaniem śmierdzących kiełbas na kampusie i puszczaniem przez otwarte okno najgorszych piosenek świata w akademikach, oczywiście PRZY PIWKACH. Gorsi do nich są chyba tylko uczniowie na DNIU WAGAROWICZA, nienawidzę, zwłaszcza mieszkając koło sklepu i w drodze na enklawę miejskiego picia pod chmurką, gdzie chodzą głośno i w krótkich spodenkach metr od okna.

Zalatuje to jakimiś populistycznymi frazesami i czepianiem się wszystkiego jak weszlo.pl, więc w obronę film narciarski, tak na zakończenie zimy, bo bardzo lubię czeskie filmy freeskiingowe, mają klimat, niezłą muzykę i trochę przepychu niespotykanego jak na tę część świata. Miejsca też piękne, nawet USA się załapało, trochę BC, trochę ulicznego szaleństwa w Pradze, głównie jednak park. W roli narratora Jirka Volak, od którego się dowiemy jak zaczynał karierę, który z jego kumpli jest największym talentem, kto największym pracusiem, kto figlarzem i słabym kierowcą, więc pyk, polecam.

Ultim8 Separation HD from illegal production on Vimeo.

środa, 14 marca 2012

Wilq, ratuj (o)polską piłkę

Każdy kibic piłkarski myśląc o Opolszczyźnie najpierw pomyśli o Odrze, a później zapewne zapadnie cisza. Nie ma w tym nic dziwnego, bo region nigdy do piłki szczęścia wielkiego nie miał i poza chlubnym reprezentantem ze stolicy województwa raczej nie ma się czym pochwalić. Tegoroczny szczyt możliwości to ćwierćfinał Pucharu Polski, ale bywało lepiej.

Do 75. minuty piłkarska Opolszczyzna mogła z dumą patrzeć na tablicę wyników na stadionie w Zdzieszowicach. Tamtejszy drugoligowy (czyli tak naprawdę trzecioligowy) Ruch wygrywał ze swym imiennikiem z Chorzowa 1-0. Nie jest ważne, że bramka Rolanda Buchały była dość przypadkowa i że przez cały praktycznie mecz gospodarze ograniczali się do rozbijania ataków podopiecznych Waldemara Fornalika. Gdy ci włączyli pod sam koniec, powiedzmy, trzeci bieg to skończyło się na 1-4, co w konsekwencji zamyka drugoligowcom drogę do półfinału. Wynik poszedł w świat, mecz był transmitowany w telewizji i ludzie w Zdzieszowicach na pewno (chociażby przez te 75. minut) poczuli wielką dumę. Zwłaszcza, że rezultat podopiecznych  Andrzeja Polaka to największy w ostatnich kilkunastu latach sukces piłkarski regionu.

Mecz IV rundy PP w sezonie 00/01 - Odra Opole kontra Ruch Chorzów
Poprzedni raz tak wysoko, a nawet ciut wyżej, zawędrowali zawodnicy opolskiej Odry w sezonie 2000/01. Zatrzymali się dopiero na półfinałowym dwumeczu z Górnikiem Zabrze, przegranym nieznacznie (1-1 u siebie i 0-2 w Zabrzu, wszystkie bramki dla Górnika autorstwa Adama Kompały). Podobny wynik zawodnicy z Oleskiej zanotowali jeszcze cztery razy. W najwyższej lidze rozgrywkowej, mimo że Odra spędziła tam aż 22 sezony, najlepszym rezultatem było trzecie miejsce zdobyte jednak prawie 60 lat temu. Inne sukcesy niebiesko-czerwonych to zdobycie Pucharu Ligi w 1977 roku i kilkukrotne uczestnictwo w europejskich pucharach - UEFA (odpadnięcie w 1. rundzie z Magdeburgiem) i Intertoto. Obecnie po latach perturbacji, włącznie z ogłoszeniem upadłości i zmianą nazwy, klub powoli się odbudowuje i gra w obecnej III lidze.

Waldemar Sobota - I-ligowe odkrycie sezonu 09/10
Odra to jedyny klub z Opolszczyzny, który zasmakował gry na najwyższym szczeblu, za to w klasie niżej grało tych ekip całkiem sporo. Niekiedy nawet z całkiem dobrym skutkiem, czego przykładem szóste miejsce MKS-u Kluczbork w sezonie 2009/10 (z tamtej drużyny wybił się Waldemar Sobota, obecnie czołowy pomocnik T-Mobile Ekstraklasy w barwach Śląska). Kolejny sezon nie był już jednak taki kolorowy i zakończył się spadkiem, ale do utrzymania zabrakło ledwie jednego punktu. Miasto Kluczbork przez dwa sezony w dawnej II lidze reprezentował jeszcze Metal i o ile pierwszy sezon zakończyli w połowie stawki, to w drugim byli już tylko czerwoną latarnią ligi. Ta drużyna już nie istnieje, z kolei MKS jest podobnie jak Ruch Zdzieszowice średniakiem na trzecim szczeblu rozgrywek.

Równo dziesięć sezonów temu z dawną II ligą pożegnał się Włókniarz Kietrz. Dość nieoczekiwanie w debiutanckim sezonie 1999/00 drużyna ta zajęła wysokie piąte miejsce, wyprzedzając m.in. Odrę Opole, by w następnym zaprezentować się niewiele gorzej i uplasować się dwa miejsca niżej. Kolejny sezon zakończył się jednak spadkiem - co ciekawe razem z Włókniarzem piętro niżej poleciała także Odra. Z tamtej drużyny wybiło się kilku solidnych ligowców, na czele z Michałem Chałbińskim i Dariuszem Pawlusińskim. Na dzień dzisiejszy Włókniarz gra w najniższej możliwej lidze, jednak ze sporymi szansami na awans do A klasy.

Kolejnym klubem, który zaznaczył swoją obecność był Start Namysłów. Po awansie w roku 1995 zespół przez dwa pierwsze sezony zajmował dobre ósme miejsca w tabeli. W trzecim po rundzie jesiennej drużyna została przeniesiona do Opola i wciągnięta na dobrą sprawę przez mocno dołującą wtedy Odrę.Tak połączony zespół rozegrał jeden sezon 1998/99. Kilka lat wcześniej ekipa z Namysłowa dobrze zaprezentowała się w Pucharze Polski, gdzie uległ w IV rundzie późniejszemu zwycięzcy Legii Warszawa nieznacznie 0-1. Teraz Start gra w tej samej lidze co Odra Opole, jednak z miernym skutkiem, zajmując ostatnie miejsce w tabeli i nie mając na koncie żadnego zwycięstwa.

Adam Ledwoń w swych najlepszych czasach
Stosunkowo długo w ówczesnej II lidze grał Małapanew Ozimek. Klub utrzymywał się w górnej połowie tabeli, zajmując nawet w swym premierowym sezonie 1975/76 (w tym samym awans do I ligi zapewniła sobie Odra) oraz cztery lata później wysokie piąte miejsce. Kolejny rok zakończył się jednak spadkiem i od tej pory wielkiej piłki w tym mieście nie ma, a Małapanew jest dziś liderem opolskiej okręgówki. Obecnie Ozimek kojarzony może być z osobą urodzonego tam Adama Ledwonia, tragicznie zmarłego byłego pomocnika reprezentacji Polski i legendy GKS Katowice.

W Pucharze Polski, poza wspomnianymi wyżej sukcesami Odry oraz tegorocznymi osiągnięciami Ruchu Zdzieszowice i MKS-u Kluczbork (którego swoją drogą zdzieszowiczanie wyeliminowali w małych derbach w poprzedniej rundzie), trudno znaleźć jakiekolwiek warte uwagi rzeczy, bo kluby sporadycznie docierały do 1/8, zwykle zatrzymując się szczebel niżej. Swoje pięć minut miał Skalnik Gracze w sezonie 2004/05, kiedy to po sensacyjnym wyeliminowaniu Cracovii Kraków przystąpił do fazy grupowej Pucharu Polski. Tam sensacji już nie było - gracze Skalnika przegrali wszystkie mecze, tracąc w nich średnio prawie 4 gole na mecz. Swoje miejsce w historii, ale dość specyficzne, ma Polonia Głubczyce, która w 1963 roku została pokonana na własnym obiekcie przez późniejszego triumfatora Legię Warszawę aż 1-11. Jest to jak na razie najwyższy wynik stołecznej drużyny osiągnięty w tych rozgrywkach.

Wilq - ratuje świat, na opolską piłkę nie ma widocznie czasu
Nie mam zamiaru rozwodzić się tu o powodach słabych wyników drużyn z opolskiego. Nie do podważenie są oczywiste kwestie finansowe i scentralizowanie futbolu na poziomie wojewódzkim, czyli do Opola vide przenosiny tam Startu Namysłów i fuzja z Odrą. Opolszczyzna jest jednak przykładem regionu, z którym coraz rzadziej futbol jest kojarzony. Może nie jest to tak tragiczna sytuacja jak np. na Podkarpaciu czy w lubuskiem, ale mimo wszystko miejsce to zasługuje na chociażby jedną drużynę na ogólnopolskim szczeblu rozgrywek. Serce płacze, gdy kluby z taką historią i wiernymi kibicami jak Odra pałętają się po pastwiskach, podobnie jak inne zespoły, które kiedyś kopały chociaż trochę ponad polską przeciętność. W tym roku pewnie nie uda się wprowadzić opolską piłkę na salony, bo zarówno MKS Kluczbork jak i Ruch Zdzieszowice szans na awans raczej nie mają, ale przynajmniej ci ostatni zasiali ziarenko nadziei na lepsze jutro swoją postawą w Pucharze Polski. Bo jak to mawiał opolski superbohater Wilq słowami trenera Piechniczka - wiara wierzy w cuda.     



via Tylko Piłka

wtorek, 15 listopada 2011

Okoliczny Element - Schody Donikąd [2011]


Jestem z Opola, jakie wnioski? - pyta Nin-Jah w piosence "Balsam Party" na pierwszym materiale Okolicznego Elementu pt. "Pierwsza Rozgrzewkowa". W kontekście rapu wnioski mogą być tylko takie - będzie luz w (podwójnych) rymach, masa żartów, follow-upów i wakacyjny klimat, z wiadrem na ziemi i piwem lub Balsamem w dłoni.  

Zacznijmy od tego, że wbrew pozorom i opinii o OE, to nie jest płyta dla każdego. Przynajmniej jeśli założymy, że słuchamy nie tylko dla samego faktu słuchania, ale znajdujemy przyjemność w wyłapywaniu wszelkiego rodzaju technicznych smaczków i zagadek serwowanych przez raperów. Nie zrozumiemy połowy linijek bez uprzedniego zapoznania się z kilkoma klasycznymi projektami, nazwijmy to około-Dinalowymi - Chuck D. Fresh, Da Mastaz, Potentat, Wiadroskład, wymienioną wcześniej "Pierwszą Rozgrzewkową", wreszcie dwie ponadczasowe płyty - "Kasetę Demonstracyjną" i "W Strefie Jarania i w Strefie Rymowania". Przyda się także znajomość topografii Opola, a już kwintesencją wczutki będzie chęć zrozumienia smutnej i wypełnionej naiwną (za koszami i zarzyganym boiskiem WSP) nostalgią okładki. Zresztą już dawno nie aktualnej i nie okej, bo obecny obraz tej miejscówki (bo te schody z okładki nie są donikąd) to elegancki Orlik, a kosze zerwane i tu dorysowane zostały zastąpione pięknym obiektem za grube pieniądze. Swoją drogą służącym chyba każdemu tylko nie, tradycyjnie wyśmiewanym i szykanowanym, s*udentom z Uni. 

Po przebrnięciu przez temat zagmatwanych linijek Mejdeja i Nin-Jah, słowo na temat podkładów. Te w większości wyprodukował oczywiście Mej, chociaż pod różnymi ksywkami. To chyba takie mrugnięcie okiem do fanów wielu stylów na jednym albumie w stylu "a może nie skojarzą?". Momentami jest ciężko jak "Miasto Wstaje", żeby kilka piosenek dalej wszedł bangier "Imprezy i Bzdury" (skojarz), a później reggaeująca oda do (g)andzi w "Drzewach Andzi". Z kolei najlepszymi na płycie "Koszami..." Urbek dał znać, że nadal jest w wysokiej formie, nawet mimo przeprowadzki do przebrzydłej stolicy i znikomego kontaktu z klimatem Oppeln.

Całkiem liczni goście nie zawiedli i zaprezentowali się na swym normalnym poziomie, może za wyjątkiem Lilu. Łodzianka swoimi zwrotkami zrobiła dużo świetnego w "Coś Dobrego Coś Złego", a wejście i flow w "Imprezy i Bzdury" zaprzecza tezie o słabości płci pięknej w hip-hopie (chyba, że to ta mityczna jedna jaskółka?). Wtóruje jej Reno, od tej pary nie odstaje Majkel, Hukos i szerzej nieznany Gruby EMS, z kolei Jareckiego tradycyjnie należałoby jedynie przemilczeć. Szufla, gościnnie występujący na poprzednim materiale, tu pojawia się już w roli oficjalnego członka OE i dodaje swymi charakterystycznym stylem nieco uśmiechu.

Okolicznemu udało się powtórzyć wszystko to, co ujęło ludzi w "Pierwszej Rozgrzewkowej" - nienudzące się wersy, mocne beaty, dobrze zbalansowany klimat między zadumą i zabawą. Smaczku dodają jeszcze liczne skity, wycięte z filmu "Hydrozagadka". Nie jest to nowy Dinal, ale nadal kwintesencja opolskiego stylu i nie wiem co jest takiego w tym mieście, ale nie byłoby polskiego rapu bez Opola i takich płyt, jak ta. Bo chyba dlatego jest nazywane stolicą polskiej piosenki, nie?

czwartek, 28 lipca 2011

ARFixer w "Tylko Piłce", czyli gazeta prawie jak w Harrym Potterze! [video]

Od teraz każdy numer "Tylko Piłki" wzbogacony będzie multimedialnymi treściami, dostępnymi w telefonach komórkowych. Wszystko dzięki technologii ARFixer, którą tygodnik używa jako pierwszy na świecie.

Sprawa jest prosta - np. we wtorek kupić gazetę (z nowym layoutem, papierem, logiem, większą ilością stron i dwukrotnie zwiększonym nakładem, ale ze starą ceną!) posiadać telefon komórkowy z systemem Android (później także na inne systemy) i ściągnąć z Android Market darmową aplikację "Tylko Piłka". Następnie zeskanować wybrany przez siebie artykuł i po chwili na ekranie telefonu zobaczymy dodatkowe informacje na ten temat, wzbogacone o pliki video. Co ciekawe, po najechaniu na reklamę telefon wyświetli klip reklamowy, a my będziemy mogli od razu skierować się do sklepu internetowy i dany produkt zakupić. Pokaz video na dole.

Zastosowanie tego typu technologii wydaje się być dużym i odważnym krokiem do przodu jeśli chodzi o prasę, która ze względu na swą naturę jest mniej aktualna i uboższa audiowizualnie od nowych mediów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to milowy krok, mogący zrewolucjonować media drukowane, ale na tego typu deklarację wypadałoby jeszcze trochę poczekać. Przeszkodą wydaje się w tym momencie mały dostęp ludzi do zaawansowanych technologicznie komórek, ale z czasem ilość posiadaczy smarfonów wzrośnie, tak samo jak zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i nowinki, mające na celu przyciągnąć klientów i oczywiście pieniądze. To z kolei może zainteresować (albo zmusić?) inne tytuły do wprowadzenia ARFixer, a tygodnik jako pionier sporo na tym zyska finansowo, bo technologia jest zastrzeżona prawnie dla opolskiej gazety.

Czas pokaże, jak sprawa potoczy się dalej i czy rozwiązanie się przyjmie - ja jestem zdania, że za jakiś czas będzie to mus, a technologia ARFixer jawi się trochę jako jeden z niewielu sposobów ratunku dla upadającej nieco kultury kupowania prasy. Podwójnie miło mi, że mogę sam w tym wszystkim uczestniczyć, nawet dokładając jedynie małą cegiełkę do "Tylko Piłki", którą w tym momencie prześcignąć może jedynie urzeczywistnienie pomysłu rodem z Harrego Pottera. Teraz do tego jest już niebezpiecznie blisko...   



poniedziałek, 23 maja 2011

Piastonalia 2011

To już jest koniec nie ma już nic, to już jest koniec możemy iść - śpiewały kiedyś Elektryczne Gitary (albo Liroy, bo hip-hop blog). Pewnie nie jedna osoba zaintonowała tę pieśń w nocy z soboty na niedzielę, bo właśnie wtedy dobiegły końca Piastonalia 2011.

Czy "nie ma już nic" można się kłócić - zostały na pewno (nie)przyjemne wspomnienia, pojemniki po alkoholu porozrzucane po wszystkich kampusach i w autobusie linii "P", a być może na bardziej radosne efekty Juwenaliów poczekamy 9 miesięcy. Zapomniałbym o najważniejszym - na wieczność pozostały w sieci wpisy b*łwanów o ilości wypitych płynów, EPICKICH bombach i genialnej zabawie przerywanej jedynie degustacją zupek chińskich, nienawidzę, jak ci poszło ostatnie kolokwium?

Line-up podobno był jednym z najlepszych w Polsce i trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Z każdego interesującego studentów gatunku mieliśmy kogoś z pierwszej ligi, ale nie zapomnę organizatorom potraktowanie po macoszemu fanów hip-hopu i zaserwowanie im jedynie Lilu, która nijak ma się do obecnej sytuacji na scenie. Ale nic to, jestem w stanie zrozumieć czym kierowały się samorządy w tej kwestii (i nie jest to chyba kasa) i sam nawet przed ogłoszeniem składu na Juwenalia nie liczyłem na nic godnego uwagi.

Jeśli chodzi o koncerty to na pierwszym miejscu oczywiście Brodka, która o ile zjada "Grandą" całą polską scenę to wykonanie live sprawia, że góralka przeżuwa ją i wypluwa z niesmakiem na ziemię, przydeptując i opluwając na koniec. Niesamowita energia, zabawa Moniki, stare przeboje (te ckliwe ballady o miłości, ble, chociaż lubię!) w nowych wersjach, plus materiał z "Grandy" i całość doprawiona jeszcze dwoma coverami - "King of My Castle" i "Twist in My Sobriety". Jest to w mojej opinii jedyna artystka z mainstreamu, która miałaby szansę na zaistnienie za granicą i się tam nie s*urwić - ma charakter i urodę (w końcu z gór, najlepsze baby, ale TRUDNE), talent, charyzmę i gust muzyczny.

Poza Moniką w sumie mało co mnie interesowało, raczej w opcji zobaczyć i posłuchać na trawie, ale fajnie grała Marika, happysad, Strachy i Waglewscy młodzi robili r*zpierdol mocny (starego nie widziałem). In plus jeszcze "Dzień Klubowy", ale za dużo elementu aspołecznego było. Średnio wyszedł hymn, brzmiało to moim zdaniem groteskowo, że szlachta się bawi i fajnie, szkoda że robiąc syf i siejąc zgorszenie. Podobnie podział na dni ze względu na płeć, trochę sztuczny i lepszy byłby podział tematyczny.

Podsumowując trudno mieć pretensje do organizatorów, bo wyszło to ogólnie fajnie, dobre zespoły były, a to jest najważniejsze razem ze sprzyjającą pogodą. Nawet pomysł z darmowymi autobusami wypalił, abstrahując od napinającej się tam Polibudy z pijanymi troglodytami i babami jak uocirek. Największą wadą takich imprez paradoksalnie są właśnie studenci, ale co zrobisz?

PS. Na dole krótki film zmontowany z koncertu Brodki działu video bloga romantycznyrap. Odsyłam też do filmów dziennikarze.eu i klaszczę w dłonie, bo kawał dobrej roboty chłopaki odwalili z każdego dnia zabawy i w pojedynku na relacje pokonali zdecydowanie nijaką uniwersytecką telewizję, brawo!

sobota, 9 kwietnia 2011

The Pryzmats - Balon + Śmiejemy się [video]


O The Pryzmats napisałem krótko całkiem niedawno temu, kiedy byłem po kilku odsłuchach i ogromnym wrażeniem. Teraz jestem po jakichś kilkudziesięciu i wrażenie jest jeszcze większe. Nie pamiętam na dobrą sprawę kiedy jakaś polska płyta wywołała u mnie tyle radości i uśmiechu na twarzy, jak wyłapuję kolejne follow-upy w drodze na uczelnie, czy nucę pod nosem myjąc naczynia. Niebanalna treść podana w niebanalnej formie i nie będę się powtarzał już, ale apeluję do tych wszystkich, co jeszcze nie znają, żeby zaprzyjaźnili się z "Balonem" i "Śmiejemy się", bo podejrzewam, że taka przyjaźń trafia się nie często! Klipy mają wam to ułatwić, niech to będzie pierwszy krok, tak jak zaraziłem ślizg.

Mam nadzieję, że zespół będzie do usłyszenia i zobaczenia na Piastonaliach w Opolu, ale na razie wolą muzykę dla s*udenciaków i jakiś srap-srock, niech będą Beskidy rządziły, bo Brodka już jest. Chcą chłopaki grać i ja chcę i żona i Wankz (w rajtuzach) pewnie też ich chce, może nie wszystko stracone. Niby byli w Bielsku przed O.S.T.R., więc coś jak u Laika, że na gigach jarasz się supportem, JAKA PIERWSZA LIGA?