Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liga europy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liga europy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 sierpnia 2010

Liga Mistrzów w Lidze Europy dla Lecha Poznań

To, co wydawało się jeszcze nie tak dawno nieprawdopodobne, stało się faktem - Lech Poznań wyeliminował Dnipro Dniepropietrowsk w ostatniej rundzie eliminacji i zagra w fazie grupowej Ligi Europy.

Po dwukrotnej przegranej ze Spartą Praga mało kto wierzył w przejście Ukraińców z Dniepropietrowska. Na negatywne myślenie składało się kilka czynników - najbardziej znaczącym był styl gry i forma (a raczej jej zauważalny brak) Lechitów z początku sezonu (dwumecz ze Spartą i Interem Baku oraz falstart w lidze) i zupełna odwrotność tego u piłkarzy ze Wschodu, którzy lali swych rywali w lidze ukraińskiej aż miło i mogli pochwalić się serią 5 spotkań bez porażki na starcie rozgrywek. Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem różdżki np. Harrego Pottera na krótko przed pierwszym spotkaniem na Ukrainie. Najpierw porażka z Metalistem Charków w lidze, później wymęczone zwycięstwo Poznaniaków najmniejszym rozmiarem. Do rewanżu został tydzień, w ciągu którego Dnipro znowu przegrało (ze słynnym Dynamem Kijów) a Lech zamknął usta malkontentom rozbijając Cracovię w lidze 5-0. W końcu nadszedł sądny dla polskiej piłki klubowej sezonu 2010/2011 dzień drugiego spotkania. Lechitom po nieciekawym meczu, w którym przewagę mieli goście, udało się nie stracić żadnej bramki. Od początku zdawało się, że Lecha interesuje obrona korzystnego rezultatu i nie ma zbytniej ochoty na szturmowanie bramki przeciwnika. Dużo walki na czymś szumnie zwanym boiskiem pozwoliło ziścić plan minimum Kolejorza w tym sezonie - awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Dzisiejszy dzień nie był już tak łaskawy - Lech trafił do bardzo silnej grupy, ze słynnym Juventusem Turyn, naszpikowanym gwiazdami i nowobogackim Manchesterem City (SEBEK PAMIĘTAMY!) oraz mistrzem Austrii - Red Bullem Salzburg. Skład grupy taki, że na pierwszy rzut oka może się wydawać, że utworzona została w ramach Champions League a nie na nieco mniej prestiżowe rozgrywki dawnego Pucharu UEFA. Nie należy się okłamywać - Lech jest, przynajmniej na papierze, zespołem najgorszym a jedynym klubem będącym w jego zasięgu wydaje się być Salzburg. Wariant optymistyczny to chociażby jedno zwycięstwo z Salzburgiem (ew. 2 remisy) i urwanie punktów Juve lub City. Wersja realistyczna to remis z Salzburgiem i nie dostanie łomotu z pozostałymi drużynami. Chciałbym się mylić oczywiście ale wszystko zweryfikuje boisko, na które Lech będzie wybiegał jako silniejszy zespół niż w dotychczas spotkaniach sezonu. Dołączy całkiem dobrze spisujący się w lidze napastnik Rudnevs (może zastąpić kompletnie bezproduktywnego Tschibambę), Peszko, Injac a być może także ostoja defensywy Bartosz Bosacki. Kolejorza wspierać będzie na pewno dużo więcej fanów niż w meczach z Dnipro czy Spartą, w końcu zostanie wymieniona będąca w skandalicznym stanie murawa na Bułgarskiej. Lech zyska na występach w Lidze Europejskiej na pewno sporo pieniędzy (podobno ok. 10 mln złotych już na stracie za 6 meczów od UEFA + wpływy z biletów i transmisji) ale także odpowiedź na pytanie na co stać na dzień dzisiejszy drużynę Jacka Zielińskiego? Ile dzieli ją od zespołów pokroju Juventusu, jak Peszko, Arboleda i spółka wypadną na tle gwiazd - Teveza, Del Piero czy Robinho? I w końcu pytanie najważniejsze - czy w ogóle jest to team gotowy walczyć jak równy z równym z potentatami bo w końcu takich miał spotkać w tej wymarzonej Lidze Mistrzów.

Czeka nas zatem 6 niezwykle emocjonujących batalii z ciekawymi drużynami. Wyjście z grupy to raczej marzenie ściętej głowy ale kto wie? W każdym razie - jak już spadać to z wysokiego konia!

PS Jak już jestem przy piłce nożnej, to tematem numer jeden w mediach aż do spotkania Lecha z Dnipro były burdy na meczu Pucharu Polski między Zawiszą Bydgoszcz i Widzewem Łódź. Mecz przerywano, kilka osób trafiło do szpitala a były nawet pomysły rozwiązania klubu ze stolicy województwa kujawsko-pomorskiego, zamieszanie takie, że nie wiadomo nawet kto wygrał. Nie o tym jednak chciałem ale o kapitalnym zdjęciu z tegoż meczu widocznym poniżej. Brawa dla fotografa!

Nie wróżę powodzenia Bydgoszczy ale ciekawy pomysł na p*omocję, pff.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Hasta La Wisla Baby!


Do czego to doszło, żeby Azerowie pokazywali nam miejsce w szeregu?
Polska piłka sięgnęła dna. Tak w skrócie można opisać wszystkie informacje, jakie pojawiły się w mediach po odpadnięciu wszystkich polskich zespołów z europejskich pucharów sezonu 2010/2011 - wliczając w to zespół Lecha Poznań, który po odpadnięciu z rozgrywek Ligi Mistrzów na pocieszenie gra o Ligę Europejską. I nie zmieni tego nawet zwycięstwo Kolejorza w Dniepropietrowsku, w pierwszym spotkaniu kwalifikacji. Powinniśmy się przyzwyczaić do takich sytuacji patrząc na wyczyny Naszych wstecz, jednak nie do zaakceptowania jest sytuacja w jakiej odpadamy.  Wstydliwe porażki czy wyrównana walka ze słabeuszami nie powinny mieć miejsca. Kluby przedstawiam we własnej, subiektywnej kolejności, wg poziomu zaprezentowanego przez drużynę a oczekiwań i szans.

W tym sezonie za silny na Wisłę Kraków okazał się Qarabağ Ağdam, z Azerbejdżanu. Kraj egzotyczny, liga jeszcze bardziej więc o rywalach Białej Gwiazdy informacji jak na lekarstwo. Wiadomo było, że na mecie poprzedniego sezonu uplasowali się na miejscu 3 i wyeliminowali sławny Rosenborg Trondheim w eliminacjach Ligi Europy. Teoretycznie więc rywal słabszy chociaż casus Rosenborga dawał do myślenia. Porażki 0-1 na Suchych Stawach i 2-3 w Baku spowodowały, że Qarabağ dołączył do wstydliwej listy katów Wisły - Valerengi Oslo, Dinamo Tbilisi, Vetry Wilno. Lista doprawdy imponująca. Za porażkę głową zapłacił trener Kasperczak.
Po świetnym sezonie 2009/2010 do ociekających tysiącami euro bram piłkarskiej Europy zawitał po długiej przerwie najbardziej utytułowany klub polskiej ekstraklasy Ruch Chorzów. W przeciwieństwie do Wisły i Lecha, mało kto oczekiwał od Chorzowian wspinania się w górę pucharowej drabinki. Nie okłamujmy się - Ruch zdobył tak wysoką lokatę w tabeli przy wydatnej pomocy nieudolnej Legii Warszawa a nie dlatego, że jest aż tak klasowym zespołem. Schody jednak zaczęły się stanowczo za szybko dla zespołu Fornalika - dwa remisy (1-1 i 0-0) z Valetta FC i awans zapewniony przez bramkę Wojciecha Grzyba na Malcie z karnego. Na następną rundę Ruch wylosował zdecydowanie lepszego rywala, Austrię Wiedeń. Wiedeńczycy nie mieli najmniejszych problemów z pokonaniem jedenastki ze Śląska, zapewniając sobie awans juz po pierwszym meczu w Polsce, który wygrali 3-1. W stolicy Austrii kolejne trzy gole, jednak tym razem nie udało się odpowiedzieć nawet jednym. W obu meczach Ruch był jedynie tłem dla (wcale nie takiego dobrego) zespołu Austrii.


Aktualny Mistrz Polski, Lech z Poznania, miał całkiem dobrą passę w europejskich pucharach. Począwszy od sezonu 2008/2009 dobrze (jak na polskie warunki) prezentował się, wygrywając z m.in. Austrią Wiedeń, Feyenoordem Rotterdam, Brugge czy demolując Grasshoppers Zurich. Lechici toczyli zacięte boje z Deportivo La Coruna, CSKA Moska i Udinese Calcio. Apetyty były więc wysokie, wydawało się, że w końcu możemy mieć drużynę w Lidze Mistrzów. Nieciekawie zaczęło się robić gdy mający być spacerkiem dwumecz z Interem Baku stał się niczym innym jak wycieczką w góry w szpilkach. Oba zespoły wygrywały na wyjazdach 1-0 i o tym kto przechodzi dalej miały zadecydować rzuty karne. Tam lepiej zaprezentowali się na szczęście Poznaniacy a strzelali bez mała wszyscy bo rywalizację rozstrzygnął dopiero bramkarz Krzysztof Kotorowski, uprzednio broniąc dwa karne Azerów. W III rundzie kwalifikacji czekała już Sparta Praga. Dość przypadkowa bramka w pierwszym starciu w Pradze i 3 punkty zostały na Letnej. Identyczny wynik przy Bułgarskiej oznaczał odłożenie marzeń o Champions League na rok następny a sam Lech zaprezentował się nijako we wszystkich czterech spotkaniach, strzelając tylko jedną bramkę. Jedyna nadzieja, że Lechici nie roztwonią przewagi z Ukrainy i wyeliminują Dnipro w eliminacjach Ligi Europy.

Jedynie Jagiellonia Białystok, debiutant na europejskim podwórku, zaprezentowała się porządnie. W przeciwieństwie do Ruchu i Wisły, Jaga zaczynała przygodę od III rundy eliminacji i to od razu solidnego przeciwnika, Arisu Saloniki. Z Jagą sytuacja była podobna do tej Ruchu - oczekiwania nie były duże, wypadałoby się tylko nie skompromitować. Białostocczanom ta "sztuka" się udało i po wyrównanej walce odpadli po porażce na Podlasiu 1-2 i remisie w Grecji 2-2. Kto wie jak potoczyłyby się losy pierwszego spotkania gdyby nie niefrasobliwe pierwsze dziesięć minut, w trakcie których Aris zdobył dwie bramki. Jaga walczyła jak mogła i przy odrobinie szczęścia przeszłaby Greków.

Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Dlaczego odpadamy lub męczymy się z drużynami, które wydawać by się mogło przyjeżdżają do Polski z piłkarskiego trzeciego świata? Dlaczego o Ligę Mistrzów walczy zespół z Mołdawii, Słowacji (która zresztą miała tam swoją Artmedię parę lat temu), w kwalifikacjach do Ligi Europy ciągle są drużyny z Kazachstanu, Walii, Białorusi, Słowenii? Dlaczego czekamy już kilkanaście lat na drużynę, która zagra z najlepszej lidze świata i w czym jesteśmy gorsi od Białorusi, Cypru, Słowacji, Węgrów i wystawiających coraz to nowe drużyny Rumunów? Pytanie kluczowe - czy to świat aż tak poszedł do przodu? Co roku trenerzy tłumaczą się klasycznym już "sezon w Polsce jeszcze nie ruszył to i piłkarze nie w formie". Problem w tym, że powinni być w formie. Powinni gryźć trawę i walczyć o każdą piłkę bo za te pieniądze co otrzymują jest to ich obowiązek. Trudno wyobrazić sobie sytuacje, że inżynier z wąsem stawia krzywy dom tylko dlatego, że wczoraj wrócił z wypoczynku w Juracie. Talentów w Polsce tez nie brakuje, widać to na każdym podwórku, każdych zawodach młodzieżowych. W kwestii boisk dużo się ostatnio poprawiło, powstają Orliki i śmiem twierdzić, że w Kazachstanie i na Białorusi dzieciaki mają gorzej, podobnie z trenerami. Niestety, odpowiedzi na te pytania nie należą do łatwych i sytuacja wydaje się być bardziej złożona. Dopiero połączenie solidnej pracy u podstaw prowadzonej przez wykwalifikowanych ludzi, zmiany mentalności (sytuacja z Danem Petrescu i treningami w Wiśle) wszystkich, zrobienie porządku w PZPN i pewnie jeszcze kilku czynników da efekty.

Przyszedł taki czas w roku i znowu na horyzoncie pojawia się wielki balon z napisem EKSTRAKLASA. Wypełniony pięknymi stadionami, tłumem kibiców i p*łkarzykami w pomarańczowym obuwiu i żelem na włosach. Zewsząd słyszymy informację, że w lidze obraca się wielkimi pieniędzmi, że zbliżamy się do Europy, podobno w naszą stronę spoglądają Tristany, Kluiverty i Mido. Trzeba uderzyć się w pierś i skończyć z mydleniem oczu bo jesteśmy piłkarsko biedni jak stąd do tamtąd i żadne pieniądze z C+ ani stadiony tego na razie nie zmienią, jedynie zaciemniają żałosny obraz naszej piłki. Kiedyś nie było pięknej otoczki wokół niej ale były sukcesy. A wspomniany wyżej balon za rok znowu p*erdolnie gdzieś na Zakaukaziu i zaczniemy sobie zadawać to samo pytanie jak co roku - dlaczego, k*urwa, DLACZEGO?