Z disco jest podobnie jak z muzyką etniczną - wielu reaguje na nią alergicznie i ma niczym nieusprawiedliwioną niechęć do niej, jest kojarzona z tandetą, odpustem i beznadzieją. Media również niespecjalnie pomagają w zmianie sposobu myślenia o tym gatunku, nazywając nim byle g*wno do tańczenia, a kojarzone wyjątkowo buracko i pejoratywnie DISCO polo przelewa ostatecznie czarę goryczy. Wielu muzyków próbuje zmienić wizerunek tej muzyki i jedną z takich osób jest członek składów Rasmentalism (+Ras) i Gram-O-Phonics (+DJ DBT i Urb) producent MentXXL. Z funkiem jest dużo lepiej, bo mimo wszystko ta muzyka (a przynajmniej nazwa) nie jest tak znana między Odrą a Bugiem i nie nękana żyje nieźle dzięki np. takim ludziom jak Chojny. To naprawdę wybitna kopalnia świetnej muzyki, już nie mówiąc o tym ilu teraźniejszych artystów czerpie z niej garściami, samplując, remixując, czy robiąc z nią cokolwiek innego.
Ment opublikował niedawno mix (jest ich więcej i na każdą okazję), który z powodzeniem można puścić nawet na drętwej s*udenckiej (NIENAWIDZĘ) imprezie bez obawy o frekwencję na parkiecie. Dodatkowo na f*cebooku regularnie dzieli się swymi dyskotekowymi-perełkami - wszystko na dole, smacznego (zwłaszcza, że szperałem tylko do końca czerwca).
Jeśli ktoś zapytałby mnie jak w jednym zdaniu określić ten mix, to odpowiedziałbym że jest to 20 minut podróży w czasie do radosnych dyskotekowych czasów, kiedy tupało się nóżką w takt najlepszej muzyki. Bez obawy o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Czasy się jednak zmieniły i żeby w spokoju pobawić się przy dobrej muzyce trzeba się sporo napocić, bo często wieczorki szumnie zwane "latami 70 i 80-tymi" albo po prostu "czarnymi" zakrawają na profanację. Ratunkiem może być np. Grandmarket Seventies, czyli najlepsza impreza w tej strefie klimatycznej lub inne sprawdzone balety od pewnych DJ-ów.
"Strong" Mentosa to nic innego jak zremixowane "Stronger Than Before" Chaki Khan. Zaczyna się idealnie, później jest trochę gorzej z powodu zbyt dużego kombinowania. Mam na dzwonku w telefonie od dłuższego czasu i zmieniać nie mam zamiaru!
3.
Spargo to pochodząca z Holandii grupa popowa. Ciężko znaleźć informacje po polsku lub nawet po angielsku o niej, więc ograniczę się tylko do poinformowania, że bardzo warto ściągnąć składankę "Best of...", a wokalista to niezły sceniczny wariat, czego przykładem powyższe "Just For You".
4.
O ile wpisywanie ksywki Ago w google nie daje żadnych porządnych informacji, to już rozszyfrowanie kto kryje się pod tą ksywką daje pewne efekty - Agostino Presta to włoski muzyk działający od wczesnych lat 80-tych. Wyróżnia się nie tylko muzyką, ale także bujną grzywą, której zapewne nie powstydziłby się żaden rockman ani nawet koń. Włoska wikipedia przyporządkowała Ago do nurtu italodisco i chyba w takich kategoriach należy rozpatrywać jego twórczość, ale "Stop your life" jakby odrywa się nieco od tej muzyki.
5.
Khemistry, czyli dwie panie i pan ze stolicy Stanów Zjednoczonych to kolejna mało znana, ale wyjątkowo bujająca propozycja - "Who's fooling who". Murowany hit.
6.
Na sam koniec nie tyle "tupajnoga" co "przytulaniec", ale chodzi bardziej o wyłapanie podobieństwa "Genie" z "My Comet"Onry - doskonałej pozycji dla wszystkich, którym spodobał się ten odcinek JJSSTT.
PS. Czekam teraz na zapowiedziany pierwszy klip do nowego Rasmentalismu i na bank pojawi się okolicznościowa notka o płycie, więc stay tuned, bo nie będzie takiego słodzenia Mentowi jak teraz!
Powracam do cyklu JJSSTT, tym razem tematem będzie zespół Shocking Blue. Grupa należy do tzw. one hit wonder, czyli gwiazd jednego przeboju. W przypadku Holendrów jest to utwór "Venus", który znalazł się nawet na pierwszym miejscu prestiżowej listy Billboarda na początku 1970 roku. Później było gorzej z tymi hitami, aż w końcu zespół się rozpadł w roku 1974, a wokalistka Mariska Veres wiedziona przez swój charakterystyczny głos nagrywała materiały solo. Zostawili po sobie jednak całkiem fajne piosenki, przy których "Venus" wydaje się być średnią produkcją. Cover jednej z nich, "Love Buzz", był pierwszym singlem i znalazł się na debiutanckiej płycie Nirvany. Muzyka to po prostu dobry, klasyczny rock, więc powinno się podobać. Ograniczyłem się do trzech moich ulubionych kawałków, wzbogaconych o "Venus" (ma generować ruch, żart), jednak zaświadczam, że dobrych utworów Shocking Blue jest jeszcze co najmniej kilka - polecam "The Very Best Of" albo inne tego typu, oficjalne lub nie, kompilacje.
1.
Tak jak pisałem wcześniej, "Venus" wyniósł grupę na szczyty przebojów w Europie i USA. Jest się oficjalnie l*musem jeśli jej się nie zna, bo naprawdę ciężko tej piosenki nie kojarzyć, zwłaszcza że do teraz pojawia się w radio. Singiel doczekał się licznych coverów, profanacji, pojawiał się w wielu filmach, a nawet został sparodiowany przez Muppety.
2.
Kawałek "Send Me a Postcard Darling" pochodzi z tego samego albumu grupy, co "Venus". Jest to chyba moja ulubiona ich piosenka, uroku dodają jej jeszcze brudne bębny i gitara - znak tamtych czasów, kiedy produkcja wyglądała dużo gorzej niż dziś. Co ciekawe, utwór znalazł się na winylowej wersji krążka, ale gdy pojawiło się w 1989 roku CD został wyrzucony - podobnie jak m.in. "Never Marry a Railroad Man". Trochę siara.
3.
Czwarty album, który zwał się trzecim, Shocking Blue z 1971 roku otwierał "Shocking You". Znalazł się również na singlu razem z "Waterloo". Był to ogromny hit w Japonii, ale nie tylko.
4.
Na żadnym albumie nie znalazł się z kolei "Hot Sand". Umieszczony na singlowym wydaniu "Venus", zjada swoją sławniejszą siostrę z taką samą łatwością, jak Mateusz Kowalski trzaska przy niej tricki w "Easy Livin".
Tak oto kończy się jubileuszowy, 50 wpis na blogu!