Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2012

Jeśli jesteś skejtem słuchaj tylko tego #15: JMSN - †Priscilla†

Jeśli wierzyć w moc wirtualnych fanów, JMSN to nic nie znaczący muzyk z Detroit - ledwie 20 tysięcy fanów na fejsie to śmiech na sali, polskie raperzyny mają ich kilka razy więcej, nie mówiąc o ich kolegach zza oceanu.  Nie wiem za bardzo z czego to wynika, bo jego debiut "†Priscilla†" w swej konwencji depresyjnego r'n'b jest doskonały i The Weeknd może czuć oddech na plecach. Czuć tu emocje, nieszczęście, nostalgię smutek, rozpacz tak dosłowną, że Cruz spokojnie mógłby użyczyć swojego magicznego "krawata". Jak to zwykle bywa poszło o kobietę, wokół której zbudowany jest album (w całości napisany i wyprodukowany przez autora) - wielopoziomowy muzyczny majstersztyk okraszony dobrym głosem Christiana Berishaja. To może wyświechtany frazes, ale płyta zdaje się być przemyślana od początku do końca, jest spójną całością i naprawdę ciężko cokolwiek jej zarzucić na dobrą sprawę, bo wszystko tu współgra doskonale. Sam Berishaj ma jednak jedną rysę na życiorysie, ale o tym później, która jednak wielkiego wpływu na jego postrzeganie mieć nie powinna.

Zdecydowałem się na inny niż zwykle sposób przedstawienia płyty. Ten krótki opis na górze ma wprowadzić w klimat płyty i niejako przestrzec przed tym, co ukazują teledyski do niej - równie dobre, co skandaliczne i szokujące, ale tak samo ważne i godne uwagi, jak sama płyta. Bo jeśli ktoś umie robić klipy, to jest to JMSN.

1. Hotel


JMSN - Hotel from JMSN on Vimeo.


Klipy są ustawione chronologicznie według ukazywania się więc na początek "Hotel". Na dobrą sprawę jest to dość łagodny teledysk, raczej nic szczególnie szokującego w nim nie ma, ot półnagie tarzanie się w wodzie, ciemny wór z zagadkową zawartością i JMSN z kobietą. To jeszcze nie to.

2. Alone


ALONE - JMSN from JMSN on Vimeo.


Tu podobnie, z tym zastrzeżeniem, że worek z nieokreśloną zawartością zastępuje broń i wody mniej, kobieta też inna. Koniec teledysku już poddaje pod wątpliwość kondycję psychiczną Christiana, ale nadal dużo więcej rzeczy sobie wyobrażamy i dopowiadamy, niż widzimy naprawdę.

3. Something


JMSN - Something from JMSN on Vimeo.


Prawdziwa zabawa zaczyna się przy "Something". Pozornie niezrozumiały klip, z kobietą w wannie pływającą z rybami, chłopcem pod krzyżem z cieknącą z ust krwią czy JMSN, który gniecie i wpycha sobie do buzi ośmiornice, a później podtapia kobietę w wannie. Sam autor wyjaśnił każdy z tych elementów na swoim blogu i z tego opisu dowiadujemy się np. że chłopiec jest "złowrogą stroną jego samego chcącą poddać się młodzieńczym pragnieniom", ośmiornica "czymś wewnątrz jego, co nie chce odejść", a podtapianie "chrztem". Całość można przeczytać w tym miejscu. Bije pokłony, bo ten teledysk jest nie tylko dobrze nakręcony i mamy w nim ładne (artysta, nie zrozumiesz) obrazki (prócz ośmiornicy rzecz jasna, CO JEST OBRZYDLIWE), ale mnogość metafor i odniesień powala, sens ma nawet taki błahy element jak kolor wody w wannie pod którą znikają ryby.

4. Jameson


JMSN - Jameson from JMSN on Vimeo.


W tym teledysku również roi się od ukrytej symboliki, ponownie też JMSN sam wyjaśnia ich sens tu. Najważniejszą rolę odgrywa tu dziecko, będące reprezentacją "niewinnego chłopca wewnątrz" podmiotu lirycznego. Uwagę zwraca też nawiązanie do scen z filmu Larsa Von Triera "Antychryst" - butelka strącona nogą, sceny seksu czy dziecko (chociaż ich losy się nieco różnią). Warto jeszcze powiedzieć, że teledysk jest połączeniem dwóch pierwszych utworów na płycie - intra "Choices" i właśnie "Jameson".

5. Lights


JMSN - "Lights" Part: 1 †Priscilla† from JMSN on Vimeo.


"Lights" to pierwsza część video trylogii "†Priscilla†". Ciężko na dobrą sprawę wyjaśnić co się tam dzieje (tym razem brak legendy ze strony autora), co oczywiście wzmaga oczekiwanie na kolejne części. Jak na razie mamy płaczącego muzyka w kalesonach, który w strugach deszczu zakopuje trupa. Co to za trup i skąd się wziął nie wiadomo - dowiadujemy się w późniejszych częściach.

6. Somewhere


JMSN - "Somewhere" Part: II †Priscilla† from JMSN on Vimeo.


Wracamy się trochę w czasie w stosunku do "Lights", ale ciągle nie dowiadujemy się niczego o zmarłej kobiecie. Mamy za to Jamesona tańczącego w kalesonach (?) obok nieboszczyka.

7. Let U Go


JMSN - "Let U Go" Part III †Priscilla† from JMSN on Vimeo.


Na sam koniec idzie "Let U Go" - dowiemy się w końcu skąd wzięła się dziewczyna i w jakich okolicznościach została porwana, a przygotować się należy na krew i brutalność. Co do samej piosenki, to o ile dwie pierwsze części były krótkie i zawierały minimum treści, tak to jest już utworem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Morał z trylogii płynie następujący - nie zabijajmy swych partnerek, bo nawet jeśli na początku przyjdzie radość, to najpewniej później (przy zakopywaniu) i tak pożałujemy. Dodatkowo często występuje również motyw krzyża, jednak najczęściej nie jest pokazany dosłownie - w "Let U Go" stoi on przy ścianie i mignie dosłownie przez ułamek sekundy, a w innym klipie znajdziemy go na szyi JMSN.

8. When She Turns 18


When She Turns 18 - Christian TV from Christian TV on Vimeo.


Przyszedł czas na wyżej wspomnianą niespodziankę. Oto widzimy Christiana Berishaja we wcześniejszym stadium jako Christian TV, zafascynowanego tandetnym popem, lipnymi teledyskami i śpiewającego o osiemnastce jakiejś dziewczyny. I to nie jest jakiś wyjęty zza szafy, zakurzony i stary teledysk - ma on ledwie dwa lata. Tak właśnie, jeszcze dwa czy trzy lata temu ten sam JMSN, który bez cienia przesady wydał jeden z lepszych, jak nie najlepszy, album 2012 i serwuje nam emocjonalną i dopracowaną pod każdym względem muzyczną bombę, pojechał w trasę z Backstreet Boys (!) i występował w programach typu You Can Dance. Co ciekawe, przy produkcji jego albumu "Diary of an 80's Baby" (co za głupi tytuł) maczał palce No I.D., czyli ten sam, który stoi za projektem Cocaine 80's, a teledysk wyreżyserowała ta sama ekipa, co z czasów JMSN.

Jeszcze pod jego starym pseudonimem ukazał się teledysk do "Girl I Used To Know", który to utwór znalazł się na "†Priscilli†". Mimo że video nie różni się specjalnie od większości klipów w podobnej tematyce, to i tak widać spory progres w porównaniu do "When She Turns 18".

 

Można się spierać co do wiarygodności Christiana Berishaja, bo nie da się ukryć, że zmianę przeszedł wielką. Nie ma jednak wątpliwości, że wybrał dobrą drogę - pytanie tylko czy wytrzyma tempo, bo jego największy konkurent The Weeknd potrafił wydać na podobnym, wysokim poziomie trzy EP-ki, a JMSN ma na koncie ledwie jedna płytę. Niemniej jednak dziękujemy Priscilli - za to, że miał się kim inspirować.

Kilka innych materiałów (inne utwory albo remixy) można znaleźć na na profilu Christiana TV na youtube. Ilość wyświetleń pokazuje, że również pod tym pseudonimem Berishaj nie był specjalnie znany. Cała "†Priscilla†" dostępna jest na soundcloud.

sobota, 24 grudnia 2011

Święta aka Wszystkiego Najlepszego życzy r*dakcja [2011]

Wskazówka, jak obchodzić święta bez zbędnej napinki -


+ klasyka, jak pieprzony karpi i kutia -



+ klasyczna kolęda (jak Zalewska) wersja 2.0!

środa, 7 grudnia 2011

Folklor II definitely with Banger Certificate [2011]


Mój tegoroczny Mikołaj nie przyjechał na saniach, tylko na nartach i nie z workiem prezentów, a z drugą częścią najlepszego polskiego filmu freeskiingowego. Szóstego dnia grudnia, o godzinie szóstej internetową premierą miało najnowsze dzieło Michała Całki pt. "Folklor II". Jaki to film i przede wszystkim - czy dorównuje ubiegłorocznej produkcji?

Trudno uciec od w/w pytania, bo przecież generalnie nic się nie zmienia - koncepcja zekranizowania zimy spędzonej w najpiękniejszych narciarsko zakątkach Austrii, Włoch "przybrudzonej" nieco miejskim klimatem Śląska została zachowana, ekipa z południa Polski ta sama, muzyka ciągle hip-hopowa i tylko z rodzimej sceny. Wreszcie ten sam szef, Michał "Tenczys" Całka (który już kombinuje coś nowego), ze swym unikalnym stylem, którego znakiem rozpoznawczym są niepowtarzalne kolorki, wszechobecne refleksy i moc dobrych ujęć. Na pierwszy (nawet na drugi) rzut oka nie widać specjalnej różnicy między dwoma filmami, ale czy to jest zaleta czy wada należy rozpatrywać indywidualnie - pochwalić za kontynuowania wcześniejszego dzieła i przyznać, że w tym temacie i tak już powiedzono wszystko, czy może narzekać na nudę.

Frunie Szczepan Karpiel!
Wybieram to pierwsze, bo każdym trickiem, każdym segmentem i każdym ujęciem "Folklor II" potwierdza swoją klasę. Nie uświadczysz tu nudnych i przydługich przejazdów, pseudo-lifestylowych i nic nie wnoszących pierdół których pełno na amatorskich filmach. Wszystko idealnie pocięte, w dobrych proporcjach zestawiony park ze streetem i nieco na uboczu widoczny przez chwilę freeride. Jest za to zgrana ekipa, niekłamana radość z odjechanego tricku, szczęście w oczach i irokez ala Colby West na głowie, a na deser tradycyjnie krew (chociaż dużo mniej niż w Jedynce u Bartka Sibigi) i gleby. Najlepszą moim zdaniem część zostawiono na sam koniec i jest to part wszechstronnego Marka Dońca, nakręcony przez Roadkill Productions i będący czymś w rodzaju bonusu. Z równą gracją skacze on z dachu burzonego już Dworca PKP w Katowicach, co sunie po puszku gdzieś w Austrii, by później szaleć na wallu. To jeden z tych narciarzy, którzy śmiało mogliby wystąpić w jakiejś grubszej amerykańskiej produkcji i na pewno nie odstawałby. W parku coraz to lepszymi ewolucjami popisują się na przemian mistrz kraju Szczepan Karpiel i Bartek Sibiga który ponownie sieka double, a w mieście rury i nie tylko katują Piotrowie Pinkas i Wojarski wespół z Marcinem Pośpiechem. W "Folklorze II" zagościli także m.in. Robert Szul, Rafał Ramatowski, niezniszczalny Grzegorz "Cerata" Orłowski i znajomi zza południowej granicy na czele z Natalią Slepecką i Mario Skalą. Do udanych trzeba zaliczyć tour po kilku polskich miastach - ekipa Folkloru odwiedziła KatowicachKrakowie, Zakopanem, Wrocławiu i Warszawie i nigdzie nie narzekano na frekwencję. To bardzo miły sygnał świadczący o rozwoju, chociaż ci bardziej konserwatywni freeskierzy zapewne nie jedno brzydkie słowo powiedzieliby o rychłej komercjalizacji tego sportu. 

Swoje zarzuty kieruję tylko w jednym kierunku i jest to nomen omen kolejna wspólna cecha obu produkcji. Ponownie kuleje nieco muzyka, z której przekonały mnie tylko utwory Sokoła i Marysi Starosty i Kamp!. Zdaję sobie jednak sprawę, że wybór najbardziej niestety rażących  w tym przypadku śląskich artystów na czele z G*ubsonem miał tu nieco patriotyczne zabarwienie, wynikające niejako z zamysłu produkcji Skromnego Południa, poza tym wiadomo - de gustibus non est disputandum.

Film premierę internetową miał TU - na stronie portalu freeskiingowego www.newschoolers.com. I to jest chyba najlepsze podsumowanie tego filmu, mówiący sam przez siebie znak jakości. Na dole oprócz filmu zamieszczam video relacja z premiery w Katowicach.

Folklor II The Movie from Michael Ten Calka on Vimeo.


TwoTip at the MS "Folklor II" premiere in Katowice from TwoTip on Vimeo.

czwartek, 24 listopada 2011

O kibolach i innych matołach

Jest sobota, kilka minut przed 20. Ze stadionu warszawskiej Legii wychodzi prawie 20-tysięczny tłum kibiców szczęśliwych po zwycięstwie z Lechią Gdańsk. Nie jest jednak wykluczone, że bardziej od kolejnych trzech punktów i kapitalnej bramki Wolskiego, fani Wojskowych zaprzątają sobie głowy tym, co stało się kilka godzin wcześniej w Sejmie. Rząd Donalda Tuska otrzymał wotum zaufania i będzie rządził przez najbliższe cztery lata. A to oznacza najprawdopodobniej kolejny etap "walki" z kibolami.

Staruch wznosi Puchar Polski
Dlaczego akurat o Legii wspominam? To właśnie od wtargnięcia kibiców warszawskiej drużyny na boisko w trakcie majowego finału Pucharu Polski w Bydgoszczy i awantury z sympatykami Kolejorza wszystko się zaczęło. Krótko po tym wydarzeniu zamknięte zostały obiekty Lecha Poznań i Legii, później fala zamykanych stadionów wylała się jak Polska długa i szeroka - krucjata antykibolska dotknęła także stadiony Śląska Wrocław, Zagłębia Lubin czy Widzewa Łódź. Na każde spotkanie T-Mobile Ekstraklasy, I oraz II ligi zabroniono wpuszczania kibiców gości do końca sezonu 2010/11. Represje dotknęły także poszczególnych kibiców, z których na medialną "gwiazdę" wyrósł Staruch - szef sympatyków ekipy z Łazienkowskiej. Ten sam, który miesiąc przed finałem PP w niecodzienny sposób próbował przemówić do rozsądku Jakubowi Rzeźniczakowi i ta sama osoba, której na stadionie Zawiszy być nie powinno. Zakaz stadionowi udało się obejść dzięki pomocy Policji, która załatwiła bilet Staruchowi. Z każdej praktycznie strony leciały gromy na Tuska, Platformę, rząd, Gazetę Wyborczą i TVN, a "kibole" z całej Polski pojednali się (przynajmniej teoretycznie) ku walce przeciwko w/w wrogom. Kwintesencją całej akcji stało się popularne hasło "Donald matole twój rząd obalą kibole", ale kibice prześcigali się w coraz to bardziej kreatywnych sposobach protestu - przykładem 'Alternatywy 4" Odry Opole, czy wycieczka Miedzi Legnica.

Nie o konflikcie jednak chciałem, lecz o filmie. "Kibol" to dokument Tadeusza Śmiarowskiego, stworzony pod patronatem prawicowo-konserwatywnego tygodnika "Gazeta Polska". Autor odwiedzał z kamerą stadiony klubów biorących udział w proteście przeciwko działaniom rządu, zbierał wypowiedzi zwykłych ludzi i od przedstawicieli służb mundurowych. W zamyśle miał wyjść film demaskujący hipokryzję rządu próbującego znaleźć zastępczy temat przykrywający prawdziwe problemy, przedstawiający prawdziwą sytuację na stadionach. Słowem - miał otworzyć oczy tym wszystkim, którzy mieli nadal wierzyć w propagandę mediów skupionych wokół PO, określających zagorzałych kibiców jako bandytów.

Miało wyjść rzetelnie, wyszło niestety odwrotnie. Stadiony w "Kibolu" jawią się widzom jako oazy spokoju, wszechobecnej miłości i zabawy. Jako miejsce, gdzie nic złego stać się nie może, a kibice to tylko uciśniona grupa normalnych ludzi. Sposób, w jakim próbowano za wszelką cenę wybielić kibiców jednocześnie oczerniając władzę i wszelkiego rodzaju służby porządkowe, nijak ma się do definicji dokumentu. Bardzo mądre i kojarzące się jak najbardziej pozytywnie fakty o m.in. akcjach charytatywnych, na których powinno się zbudować ten materiał, zostały przykryte bzdurnymi tłumaczeniami o wtargnięciu na murawę z powodu źle zorganizowanej ochrony. Rozmówców dobierano pod tezę, omijając zapewne świadomie tych, dla których była ta cała akcja rządu, czyli zwykłych kibiców z tymi przysłowiowymi "małymi dziećmi". Był potencjał na naprawdę mocny i przemawiający do społeczeństwa obraz, wyszło podobne gówno jakie wylewa się z niektórych publikacji Gazety Wyborczej - tylko, że trochę bardziej skierowane w prawą stronę. Propaganda przez duże P.

Donald Tusk jako kibic Lechii Gdańsk
Nie ma wątpliwości, że decyzja o zamykaniu całych stadionów była bardzo ostre. Użycie w tym przypadku odpowiedzialności zbiorowej dotknęło ludzi faktycznie odpowiedzialnych za złe zachowanie na obiektach, ale przede wszystkim spokojnych "pikników", którzy nie mają nic wspólnego z tamtymi. Nie była to ani dobra decyzja, ani zła - jednak zdecydowanie dająca do myślenia. Tak samo dążenie do stylu kibicowania znanego z zachodniej Europy aka słoneczniki i kiełbaska jest złym kierunkiem, jak i powrót do lat 90-tych i początku tego tysiąclecia. Nawet zakładając, że to zwykłe straszenie i nadużycie, to i tak obrazki z tamtych czasów są niezwykle plastyczne i zapadające w pamięć - nie chodzi mi tu wcale o wielkie racowiska, do których widoku mi tęskno.

Na koniec słowo o polityce. Z dystansu oglądałem całą tą szopkę, te hasła zapowiadające rychłe obalenia rządu "miłościwie nam panującego". Nawet przez moment jednak nie byłem w stanie uwierzyć, że cała akcja cokolwiek da - wychodząc z założenia, że owy ruch toczył się generalnie w rejonach około kibicowskich (nawet nie stadionowych, bo "pikniki" raczej dystansowali się od sprawy), trudno mi uwierzyć że z tej społeczności wywodziło się dużo wyborców PO. Wielkiej zmiany preferencji politycznej z tego powodu więc nie było, tak samo jak późniejszej zmiany na fotelu Prezesa Rady Ministrów.

I tym sposobem mamy starą bidę, z dwoma bandami podobnie głupimi i żałosnymi, kopiącymi się nawzajem i liżących się po jajach we własnym gronie. Never ending story, czyli wojna polsko-polska część nie-wiadomo-która-ale-napewno-nie-ostatnia vide Marsz Niepodległości.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Jeśli jesteś skejtem słuchaj tylko tego #11: Pojedynek na klipy z goorami w tle


Tytuł prowokacyjny i przykuwający uwagę, wszak co lepiej sprzedaje się niż krew i ofiary, przegrani i wielcy zwycięzcy, czyli owoce wszelakich pojedynków? Mechanizm jest prosty, a zabieg odarty ze sprawiedliwości i nie fair. To wcale nie będzie pojedynek, żadna walka - złożyło się tak, że dwa teledyski z szeroko pojętej nowo-góralskiej elektroniki wyszły w tym samym momencie. Nawet dodający pikanterii całej zaaranżowanej przeze mnie sytuacji fakt, że oba zespoły są ściśle ze sobą powiązane osobą Stanisława Karpiela-Bułecki nie skłoni mnie do żadnych porównań. Ot, zwykłe zestawienie klipów z tego samego czasu i podobnego gatunku na kulturalnym blogu, nie żaden pudelek.pl!

1.



We wstępie przedstawiłem jedną z powszechnie znanych zasad w mediach, teraz czas na coś co zawsze przykuwa uwagę nie tylko w prasie czy telewizji - NAGOŚĆ. Skąpo ubrane kobiety reklamują w dzisiejszych czasach wszystko, od farb przez linie lotnicze, po osiedlowe obskurne warsztaty samochodowe i inne średnio kojarzące się z c*ckami rzeczy. I właśnie golizna najbardziej zwraca (NO HOMO) uwagę w najnowszym klipie "Ja siedze robie muze" Goorala. No bo czym się bardziej ekscytować? Nieco psychodeliczne kolory, zbliżenia, oddalenia, Gooral jako murzyn, jako owinięty kablem, jako oblewany i smarujący się farbą - dużo tego. Mało za to dynamiki jak na tak energetyczną piosenkę, tak samo jak... sensu. Przynajmniej ja się takowego za bardzo nie doszukałem i rozumiem to jako pokręconą wizję artysty. Szkoda, bo potencjał był w tej piosence i aż prosiło się o fajny teledysk. Zdecydowanie przegrywa z klimatyczną "Karczmareczką", ale Mateusz Górny swym aktem pewnie nie jednej białogłowej w głowie zakręcił.

2.



Zakopane jako wielka metropolia albo inaczej - Warszawa z kilkutysięcznymi szczytami w tle. Trudno to sobie wyobrazić, ale z pomocą przychodzi wtedy Future Folk i ich "Janko". W pakiecie dostajemy jeszcze kilku panów przemierzających miejską dżunglę w ekstremalny sposób - parkour to w dzisiejszych czasach coś jakby synonim wielkomiejskiej wolności. Pojawia się też cały zespół, czyli spacerujący Staszek, prowadzący fiata DJ Matt Kowalsky i przygrywający na skrzypcach Szymon Chyc-Magdzin. Niby wszystko na miejscu, ale jakby to nie to - zbyt grzecznie jak na taki vibe, bez przytupu, a ja liczyłem na narty i mimo wszystko góry, nie ulice stolicy. O samym singlu już pisałem i w tej kwestii bez zmian - jest to bardzo przyjemny utwór, ze sporymi szansami na sukces (w dodatku biorąc pod uwagę ostatni hype wokół Karpiela-Bułecki!), więc czekam na coś więcej.

wtorek, 4 października 2011

Iron Man i Max D zwycięzcami Monster Jam we Wrocławiu

Monstrualne potwory po raz drugi nawiedziły Polskę. Wyposażone w silniki o mocy 1500 KM półciężarówki miażdżyły samochody, wykonywały kilkumetrowe skoki i stawały dęba. Show oglądało około 30 tysięcy ludzi i zapewne żadna z nich nie żałowała przybycia na wrocławski Stadion Miejski, nad którym jeszcze długo będzie unosił się zapach hektolitrów spalonego paliwa.

Do stolicy Dolnego Śląska zjechali najlepsi zawodnicy, na czele z Charlie Paukenem, zasiadającym w legendarnym Grave Diggerze. Walkę z nim podjęło 9 kierowców, w tym jedna kobieta – prowadząca Madusę Debra Micelli. Monstery rywalizowały w dwóch konkurencjach – wyścigu równoległym oraz we freestylu, najbardziej widowiskowej części zawodów. Najszybszy ze wszystkich bestii zasilanych metanolem okazał się Iron Man, prowadzony przez Lee O’Donnela. W finale zwyciężył on o włos z Grave Diggerem. Z opinią o słabości płci pięknej skutecznie walczyła za to Madusa, która w pokonanym polu pozostawiła m.in. Toma Meentsa z Maximum Destruction.

Max D porażkę odbił sobie w drugiej konkurencji, bo to właśnie on zgarnął nagrodę za zwycięstwo w szczególnie wyczekiwanym przez publiczność freestylu, nieznacznie pokonując Grave Diggera. Ikona tego sportu wyjątkowy przejazd zakończyła przed czasem, lądując po jednym ze skoków na dachu. Podobna sztuka "udała" się także dwóm innym truckom, a w przypadku El Toro Loco skutkowało to zgubieniem jednego z jego charakterystycznych rogów wystających z dachu szoferki. Freestyle oceniało znamienite jury w skład którego wchodził piłkarz Śląska Wrocław Przemysław Kaźmierczak, kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc oraz bokser Tomasz Adamek. Warto wspomnieć, że to właśnie z powodu walki „Górala” z Witalijem Kliczko, także odbywającej się na tym obiekcie, termin Monster Jam przesunął się niemal o miesiąc. Adamek na pewno miło będzie wspominał powrót do tego miejsca, bowiem został on przez publiczność przywitany równie gorąco jak główni bohaterowie dnia. 

Mimo, że same zawody Monsterów zaczynały się po godzinie 16, duża część kibiców pod stadionem zaczęła się pojawiać już kilka godzin wcześniej. Wszystko za sprawa Pit Party, integralnej części imprezy w trakcie której każdy mógł z bliska zobaczyć auta, zrobić sobie zdjęcie lub krótko porozmawiać z  kierowcami. Oprócz Monsterów na fanów czekali także inni uczestnicy wielkiego show których zaprosili organizatorzy i którzy prezentowali swoje umiejętności przed zawodami półciężarówek. Najbardziej widowiskowy okazał się pokaz FMX, ale podobnym aplauzem publiczność nagrodziła także polskiego rajdowca Andiego Mancina, który na płytę boiska wjechał najprawdziwszym samochodem NASCAR (co przypłacił złapaniem gumy) i zawodników wrocławskich klubów – futbolu amerykańskiego Giants i piłkarskiego Śląska. Ogromny hałas wywołał za to najzwyklejszy wózek golfowy, ale wyposażony w… silnik odrzutowy!

Oczywiście nie należy zapominać, że całą imprezę poprzedzało żmudne, zajmujące około tygodnia przygotowania – przy okazji zawodów na płytę boiska wysypuje się kilka tysięcy ton ziemi, do tego dochodzi ustawianie wraków samochodów czy zabezpieczenie miejsca kontenerami. Wrocławskie Monster Jam to w pełni profesjonalna impreza zorganizowana z iście amerykańskim rozmachem, show które od początku do końca trzymało w napięciu i wyzwalało ogromne podkłady adrenaliny. Można być pewnym, że zostanie ona bardzo długo w pamięci kibiców.





Tekst pochodzi z portalu www.freestyle.pl, któremu dziękuję za możliwość bycia na Monster Jam! 

środa, 17 sierpnia 2011

Freestyle City Festival - skoki FMX i koncert The Pryzmats

Pisałem końcem czerwca co nieco o Cieszynie przy okazji wpisu o deskorolkowym filmie "Kilka cm nad" i wspomniałem też o odbywającej się w tym mieście imprezie Freestyle City Festival, w trakcie której polską stolicą kultury i ekstremalnej rozrywki zostaje właśnie to przygraniczne miasto. Tegoroczna edycja FCF już za nami.

Nie będę opisywał całości imprezy, trwającej trzy dni - skupię się jedynie na sobotnim wieczorze, czyli pokazie FMX i koncercie The Pryzmats. Żeby jednak nikt nie poczuł się dotknięty i zapomniany, program FCF zakładał ponadto zawody taneczne i zdalnie sterowanych modeli samochodów, rowerowy downhill (ulicami Cieszyna i z wjazdem w kamienicę!), ekstremalnie stromy zjazd na longboardach i streetludge oraz odbywający się dzień wcześniej w tym samym miejscu co FMX pokaz skoków na mountainboardach. Masę fajnych zdjęć z tych wydarzeń można znaleźć tu.

Motocrossowe skoki na rynku to najbardziej widowiskowa część imprezy. Dziwnym nie jest, że w trakcie skoków rynek zapełnił się całkowicie ludźmi - wielu na miejsce przybyło zupełnie przypadkiem, nieświadome tego co się właśnie dzieje i wiedzione przez muzykę, entuzjazm kibiców i oczywiście warkot motocyklowych silników. Pokaz nie trwał długo, dosłownie kilkanaście minut, w trakcie których kilku zawodników wykonywało nierzadko naprawdę świetne ewolucje. Te najbardziej efektowne, czyli superman czy whip (mogę się mylić w nazwach, to zdecydowanie nie mój konik), sypały się niemal cały czas. Naprawdę fajne przeżycie, szkoda że rynek w Cieszynie jest dość mały, chętnie obejrzałbym takie coś np. we Wrocławiu, wtedy skoki mogłyby być bardzo długie. Dodatkowo pogoda nie należała w tym czasie do przyjaznych fotografowaniu i filmowaniu.

 

Po motocrossach przyszedł czas na gwóźdź sobotniego programu, czyli koncert żywieckiego The Pryzmats. Ich EP-ka "Balon" to moim zdaniem jeden z lepszych materiałów tego roku - zabawne, pełne follow-upów i sprytnych rymów teksty to trochę nostalgiczna podróż do "W Strefie Jarania i W Strefie Rymowania" i "Kasety Demonstracynej" Dinala, a muzyka w postaci żywych instrumentów potęguje tylko dobre wrażenie i wyróżnia The Pryzmats na polskiej scenie. W opisie "Balona" nazwałem ten zespół "żywieckim Hocus Pocus" i naprawdę nie jest to wielkie nadużycie, bo zachowując odpowiednią skalę można śmiało Białasa i spółkę tak właśnie nazwać.

Występy kapel (oprócz The Pryzmats tego wieczoru grał także Hoodoo Band & Ala Janosz, wcześniej Big Fat Mama, Stylowa Spółka Społem) odbywały się na dachu autobusu Red Bulla, zaparkowanego na ładnym Wzgórzu Zamkowym, nieopodal Olzy i mostu kierującego do Czeskiego Cieszyna. Pierwotnie cała zabawa miała kosztować 10 zł, ale zapewne z powodu niezbyt sprzyjającej koncertom na świeżym powietrzu pogodzie zrezygnowano z jakichkolwiek opłat, zachęcając równocześnie do przeznaczania tej kasy na cele charytatywne. The Pryzmats pod scenę przyciągnął całkiem sporą liczbę ludzi, a oprócz kawałków z płytki zagrał kilka mniej znanych utworów, np. "Z buta". Zabawa była przednia, bo i raperzy stanęli na wysokości zadania, non stop nawiązując kontakt z publicznością. Białas freestylował, a Batman rozśmieszał ludzi. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie z ich strony, aż żal że ten zespół nie jest znany szerszemu gronu słuchaczy. A może to i dobrze...  

Następna możliwość posłuchania The Pryzmats będzie 2 września w katowickiej Katofonii. Z kolei 24 września na imprezie "Hip-Hop Na Żywca", gdzie obok nich zagra Pezet & Małolat, Chada, Pih i Mes, IT'S SO GIMNAZJUM. 

 

czwartek, 28 lipca 2011

ARFixer w "Tylko Piłce", czyli gazeta prawie jak w Harrym Potterze! [video]

Od teraz każdy numer "Tylko Piłki" wzbogacony będzie multimedialnymi treściami, dostępnymi w telefonach komórkowych. Wszystko dzięki technologii ARFixer, którą tygodnik używa jako pierwszy na świecie.

Sprawa jest prosta - np. we wtorek kupić gazetę (z nowym layoutem, papierem, logiem, większą ilością stron i dwukrotnie zwiększonym nakładem, ale ze starą ceną!) posiadać telefon komórkowy z systemem Android (później także na inne systemy) i ściągnąć z Android Market darmową aplikację "Tylko Piłka". Następnie zeskanować wybrany przez siebie artykuł i po chwili na ekranie telefonu zobaczymy dodatkowe informacje na ten temat, wzbogacone o pliki video. Co ciekawe, po najechaniu na reklamę telefon wyświetli klip reklamowy, a my będziemy mogli od razu skierować się do sklepu internetowy i dany produkt zakupić. Pokaz video na dole.

Zastosowanie tego typu technologii wydaje się być dużym i odważnym krokiem do przodu jeśli chodzi o prasę, która ze względu na swą naturę jest mniej aktualna i uboższa audiowizualnie od nowych mediów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to milowy krok, mogący zrewolucjonować media drukowane, ale na tego typu deklarację wypadałoby jeszcze trochę poczekać. Przeszkodą wydaje się w tym momencie mały dostęp ludzi do zaawansowanych technologicznie komórek, ale z czasem ilość posiadaczy smarfonów wzrośnie, tak samo jak zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i nowinki, mające na celu przyciągnąć klientów i oczywiście pieniądze. To z kolei może zainteresować (albo zmusić?) inne tytuły do wprowadzenia ARFixer, a tygodnik jako pionier sporo na tym zyska finansowo, bo technologia jest zastrzeżona prawnie dla opolskiej gazety.

Czas pokaże, jak sprawa potoczy się dalej i czy rozwiązanie się przyjmie - ja jestem zdania, że za jakiś czas będzie to mus, a technologia ARFixer jawi się trochę jako jeden z niewielu sposobów ratunku dla upadającej nieco kultury kupowania prasy. Podwójnie miło mi, że mogę sam w tym wszystkim uczestniczyć, nawet dokładając jedynie małą cegiełkę do "Tylko Piłki", którą w tym momencie prześcignąć może jedynie urzeczywistnienie pomysłu rodem z Harrego Pottera. Teraz do tego jest już niebezpiecznie blisko...   



poniedziałek, 27 czerwca 2011

Kilka cm nad [2011]

Lubię oglądać filmy deskorolkowe, lubię podróże, lubię mój region. Całkiem zgrabne połączenie tych elementów to film "Kilka cm nad.", autorstwa młodego bielszczanina Piotra Graffa.

Z tego co udało mi się dowiedzieć film powstał w ramach zajęć Piotra, studenta drugiego roku Edukacji Artystycznej w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Jest to kilkunastominutowa wycieczka po Cieszynie i Českým Těšínie z wykorzystaniem deskorolki, przedstawienie zabytków, charakterystycznych miejsc w miastach przedzielonych od siebie rzeką Olzą. W tle przygrywa muzyka m.in. nieżyjącego już japońskiego muzyka Nujabesa i naszego polskiego O.S.T.R. (znak domu). Wszystko jest przyjemnie zmontowane i zadowoleni powinni być zarówno fani deskorolki, jak i podróżnicy-amatorzy. Całkiem ciekawa alternatywa dla różnego rodzaju przewodników, chętnie obejrzałbym takie klipy dotyczące innych miast - do głowy przychodzą mi teraz jedynie podobne "Silesia Cruzin" albo teledysk do "I Left My Heart In San Francisco" Mayera Hawthorne'a. Poza tym przypomniało mi to o moim filmie, który rok temu dawałem na zaliczenie z pewnego przedmiotu - historia opowiedziana za pomocą klocków Lego o silnym zabarwieniu rasistowskim (problem społeczny) była jednak gorzej wykonana i mniej dynamiczna, ale oceniona na 5.

Warto mieć na uwadze Cieszyn, bo jak na tak małe miasto sporo się dzieje - kiedyś Era Nowe Horyzonty albo Działking będący nieoficjalnym początkiem sezonu snow w Polsce, teraz np. Freestyle City Festival. Są to imprezy całkiem sporego kalibru (szczególnie Era, która od kilku lat odbywa się jednak we Wrocławiu), skierowane do młodych i aktywnych ludzi. Duża piątka dla Cieszyna i oczywiście Piotrka, z którym swoją drogą chodziłem do równoległej klasy w SP nr 6!


Kilka cm nad przez farmazone

sobota, 18 czerwca 2011

People of the White House [2011]

W sieci pojawił się niedawno długo oczekiwany film "People of the White House". W rolach głównych czołówka tatrzańskiej sceny freeski, w tle piękne alpejskie i nie tylko krajobrazy.

"PotWH" to dziecko Lukasa Gabryelskiego, znanego pod wdzięcznym pseudonimem Lukas Gabriel. W filmie zobaczyć można zarówno parkowe segementy Szczepana Karpiela, Jana Krzysztofa, czy Roberta Szula, jak i linie w wykonaniu Andrzeja Osuchowskiego lub Szymona Styrczuli. Miejsca w jakich przyszło bawić się narciarzom to, tak jak pisałem wcześniej, alpejskie kurorty we Włoszech i Austrii, nieco egzotyczna z narciarskiego punktu widzenia Słowenia oraz Słowacja. Pojawia się również kilka ujęć ze szczyrkowskiego Billabong Freestyle Festival. Materiał został zebrany w sezonie 2009/2010.

Trudno w tym momencie uniknąć porównań "People of the White House" z "Folklorem", bo to obecnie chyba jedyne tak dobre filmy w tym klimacie na polskiej scenie freeskiingowej. Nie będę się jednak szarpał na oceny który film jest lepszy, bo prezentują podobny wysoki poziom, w treści i formie (HD!). "Folklor" być może miał lepszy klimat i prezentował jakąś historię (w tym przypadku touru przyjaciół), z kolei produkcja Lukasa Gabriela wyróżnia się przyjemniejszą muzyką i nieco mocniejszymi trickami. Na szczęście, to co łączy oba filmy jest w tym najważniejsze - zajawka riderów. Dobrze, że powstają takie filmy, bo coś się dzieje, szkoda że to tylko podnosi "podjar", a tu cios i pół roku do śniegu...

czwartek, 9 czerwca 2011

Łona i Webber - Nie Pytaj Nas + zapowiedź płyty "Cztery i pół" [video]

Byłem w mega szoku jak sprawdziłem, że debiut Łony "Koniec żartów" ma już 10 lat, bo to prawie połowa mojego życia (oh). I trochę ponad dekadę po niej do sklepów trafi kolejny album Szczecinianina zatytułowany "Cztery i pół", z którego jak na razie fanom udostępniono jeden singiel, ale za to video!

Łona to jeden z tych artystów, którzy kojarzą mi się z beztroskimi czasami młodości i to całkiem wczesnej, kiedy zamiast k*oła była k*rtkówka z c*emii i każda podróż pociągiem cieszyła jak trója z f*zyki, a teraz to niemal jak dojazd 2 do 16 i trzeci dom. Wcześniej wspomniany debiut i wydane 3 lata później "Nic dziwnego" są jednymi z większych klasyków, takich co to znasz na pamięć i nucisz razem z muzykiem, znasz każdy biedny (takie czasy) bęben i skrecz. Oba albumy były pełne humoru, dowcipne, mocne lirycznie i słabsze muzycznie. Nie ma chyba osoby, która nie uległa wtedy urokowi Adama Zielińskiego. Później było nieco słabiej, bo ani "Absurd i nonsens", ani "Insert" podjazdu do wcześniejszych dokonań nie miały, ale ciągle to był kawał dobrej muzyki. Była zmiana Łony w tekstach, mniej żartów, więcej treści i przemyśleń dorosłego człowieka, a progress zaliczył beatmaker Webber.

Łony nie było kilka lat i nie wiem nawet co robił, ale wraca całkiem dziarskim krokiem jak na dinozaura polskiego hip-hopu. Porównując go z innymi ludźmi, którzy są w BIZNESIE mniej więcej od ślubu Mieszka z Dobrawą, to wychodzi na wyjątkowo mało płodnego artystę. Ledwie 4 krążki i kolejny w drodze, w trakcie gdy taki O.S.T.R. czy inny Tede na koncie mają ich z dwa razy więcej. Ale to dobrze, Łona to jeden z bardziej rozgarniętych ludzi na rynku i zdecydowanie idzie w jakość - fajne, naprawdę przemyślane linijki, czuć dopracowanie i chęci wypuszczenia dobrego materiału, a nie byle czego raz na tydzień. Fajny podkład zrobił Webber, na youtubie klip jest tagowany jako dubstep, trochę to nadużycie i chwyt chyba, ale jest pozytywnie. Teledysk prosty i przyjemny, opowiada obrazem to, o czym śpiewa sobie raper.

Fajnie ten rok wygląda, Sokół z Marysią, W.E.N.A., Okoliczny i Rasmentalism już wydali (Mes podobno też klawy, ale w sumie nie wiem, nie słuchałem nic poza TYM i śpiew to cios za duży) , za 3 miesiące nowy Łona - będzie przynajmniej co słuchać, bo 2010 to bieda była, super Michał.  

EDIT: Dodaję jeszcze świeżutką zapowiedź płyty, na której możemy spodziewać się nieoczekiwanej zamiany miejsc - Łona bitmejker, a Webber z mikrofonem. Wyjdzie?



czwartek, 26 maja 2011

Folklor II - teaser

 Od prawie roku folklor w Polsce nie jest kojarzony jedynie z cepelią i zespołem Mazowsze. Wszystko za sprawą polskiego filmu freeskiingowy o takiej właśnie nazwie, który wstrząsnął rodzimą (i nie tylko) sceną. Teraz doczeka się sequelu. Jak na razie zobaczyć można jedynie teaser produkcji, a cały "Folklor II" przez twórców zapowiadany jest na koniec roku.

Teoretycznie nic się nie zmienia - ci sami riderzy (Bartek Sibiga, Piotr Wojarski, Szczepan Karpiel, Piotr Pinkas, Robert Szul, Marcin Pośpiech i inni), podobne miejscówki (Livigno, Dachstein, Parkowa Dolina itd.) i przede wszystkim ten sam mózg produkcji - Michał "Ten" Całka. W praktyce jednak możemy spodziewać się jeszcze bardziej dopracowanych i najbardziej srogich trików, najgorętszych w tej części świata stylówek i niebanalnych pomysłów narciarzy. Przynajmniej ja mam taka nadzieję, patrząc na pierwszy film i zwiastun nowego. Obawiam się tylko o muzykę, bo Grubson na teaserze nie rokuje zbyt dobrze, a do takiej pozycji potrzebne są wybitne kawałki.

Teraz nie pozostało nic oprócz czekania na projekcje - podobnie jak rok temu także i w tym odbędzie się tour po 5 miastach w Polsce. Dokładne daty nie są jeszcze znane, ale przytup jest pewny.

Na dole teaser, jedynka, a tu przeczytacie jej recenzję. Enjoy it!


Folklor II Official Trailer from Michael Ten Calka on Vimeo.


Folklor from Michael Ten Calka on Vimeo.

poniedziałek, 23 maja 2011

Piastonalia 2011

To już jest koniec nie ma już nic, to już jest koniec możemy iść - śpiewały kiedyś Elektryczne Gitary (albo Liroy, bo hip-hop blog). Pewnie nie jedna osoba zaintonowała tę pieśń w nocy z soboty na niedzielę, bo właśnie wtedy dobiegły końca Piastonalia 2011.

Czy "nie ma już nic" można się kłócić - zostały na pewno (nie)przyjemne wspomnienia, pojemniki po alkoholu porozrzucane po wszystkich kampusach i w autobusie linii "P", a być może na bardziej radosne efekty Juwenaliów poczekamy 9 miesięcy. Zapomniałbym o najważniejszym - na wieczność pozostały w sieci wpisy b*łwanów o ilości wypitych płynów, EPICKICH bombach i genialnej zabawie przerywanej jedynie degustacją zupek chińskich, nienawidzę, jak ci poszło ostatnie kolokwium?

Line-up podobno był jednym z najlepszych w Polsce i trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Z każdego interesującego studentów gatunku mieliśmy kogoś z pierwszej ligi, ale nie zapomnę organizatorom potraktowanie po macoszemu fanów hip-hopu i zaserwowanie im jedynie Lilu, która nijak ma się do obecnej sytuacji na scenie. Ale nic to, jestem w stanie zrozumieć czym kierowały się samorządy w tej kwestii (i nie jest to chyba kasa) i sam nawet przed ogłoszeniem składu na Juwenalia nie liczyłem na nic godnego uwagi.

Jeśli chodzi o koncerty to na pierwszym miejscu oczywiście Brodka, która o ile zjada "Grandą" całą polską scenę to wykonanie live sprawia, że góralka przeżuwa ją i wypluwa z niesmakiem na ziemię, przydeptując i opluwając na koniec. Niesamowita energia, zabawa Moniki, stare przeboje (te ckliwe ballady o miłości, ble, chociaż lubię!) w nowych wersjach, plus materiał z "Grandy" i całość doprawiona jeszcze dwoma coverami - "King of My Castle" i "Twist in My Sobriety". Jest to w mojej opinii jedyna artystka z mainstreamu, która miałaby szansę na zaistnienie za granicą i się tam nie s*urwić - ma charakter i urodę (w końcu z gór, najlepsze baby, ale TRUDNE), talent, charyzmę i gust muzyczny.

Poza Moniką w sumie mało co mnie interesowało, raczej w opcji zobaczyć i posłuchać na trawie, ale fajnie grała Marika, happysad, Strachy i Waglewscy młodzi robili r*zpierdol mocny (starego nie widziałem). In plus jeszcze "Dzień Klubowy", ale za dużo elementu aspołecznego było. Średnio wyszedł hymn, brzmiało to moim zdaniem groteskowo, że szlachta się bawi i fajnie, szkoda że robiąc syf i siejąc zgorszenie. Podobnie podział na dni ze względu na płeć, trochę sztuczny i lepszy byłby podział tematyczny.

Podsumowując trudno mieć pretensje do organizatorów, bo wyszło to ogólnie fajnie, dobre zespoły były, a to jest najważniejsze razem ze sprzyjającą pogodą. Nawet pomysł z darmowymi autobusami wypalił, abstrahując od napinającej się tam Polibudy z pijanymi troglodytami i babami jak uocirek. Największą wadą takich imprez paradoksalnie są właśnie studenci, ale co zrobisz?

PS. Na dole krótki film zmontowany z koncertu Brodki działu video bloga romantycznyrap. Odsyłam też do filmów dziennikarze.eu i klaszczę w dłonie, bo kawał dobrej roboty chłopaki odwalili z każdego dnia zabawy i w pojedynku na relacje pokonali zdecydowanie nijaką uniwersytecką telewizję, brawo!

sobota, 7 maja 2011

W.E.N.A. - Podstawowe Instrukcje [video]


Pojawił się właśnie video singiel zapowiadający pierwsze legalne wydawnictwo warszawskiego rapera o pseudonimie W.E.N.A. Piosenka, którą wyprodukował Qciek nosi tytuł "Podstawowe Instrukcje". Cały materiał "Dalekie Zbliżenia" trafi do sklepów 27 maja, ale już teraz ruszył preorder na stronie Aptaun Records.

Tyle informacji, pora na opinię - pierwsze co rzuca się w uszy to naprawdę dobry podkład. Ten sam człowiek zrobił największy chyba dotychczas bangier W.E.N.Y, czyli "S-A-L-U-T-U-J" i na szczęście podążą on tą sama drogą co wcześniej. Znakomicie współgra z bitem specyficzny głos rapera, co w połączeniu z agresywnym flow daje naprawdę kawał dobrego singla. Trochę gorzej jest z tekstem, ale w tej kwestii Montana Maxx raczej nigdy się nie wyróżniał specjalnie na tle kolegów z branży. Jest trochę banałów i  moralizatorstwa. Na pewno apetyty na całość wzrosły po "Podstawowych Instrukcjach" i mam nadzieję jako wierny fan Wudoe, że uraczy nas on co najmniej tak dobrą płyta jak "Wyższe Dobro" i ulicznym rapem w wersji light, a kolejne kawałki będą tylko lepsze. Cieszy, że kolejny dobry podziemny raper ma okazję pokazać się szerzej za sprawą legala i można już chyba powoli formułować pojęcie czegoś w rodzaju "legalnego podziemia" i umieścić w tym worze tych, których dostrzeżono po ogromnych sukcesach ich podziemnych projektów vide W.E.N.A, Diox, Małpa etc. Oby tylko się nie sprzedali, jak kiedyś Figo.

Video bardzo proste, przyjemne i dobrze wykonane. Gościnnie m.in. Ment i DJ DBT, a reżyserem Miłosz Hunzvi, znany z realizacji teledysków dla Hemp GruRasmentalism .

środa, 20 kwietnia 2011

Ortega Cartel - Lavoholics [video]


Czekam na wydawnicze nowości od Ortegi, bo zbliża się lato więc wymarzony czas do odpalenia sobie czegoś w rodzaju "Lavoramy". Klimatem, spokojem i pozytywnym nastrojem ta płyta niszczy prawie wszystko co zostało wyprodukowane w Polsce, wyłączając Dinali, a "Dobre Czasy" to już klasyka.

Na razie jednak wyszło takie coś, luźny track, coś w rodzaju akcji promocyjnej koncertu dla psychofanów z okazji imprezy "Lavoholics". 22.04 w Łodzi na jednej scenie staną ci, którzy dograli swe zwrotki na ostatni album Ortegi Cartel, czyli m.in. Reno, Proceente, Mielzky, a za deckami Daniel Drumz. Trochę cios, że nie będzie samych patr00 i Pitera, ale przynajmniej jest video "Lavoholics" - zdecydowanie lepsze od samego kawałka.

Na dole jeszcze cieplutki klip do "Lavoholics" i dla przypomnienia promomix 'Lavoramy".

EDIT: Dodaję video z imprezy.



   

sobota, 9 kwietnia 2011

The Pryzmats - Balon + Śmiejemy się [video]


O The Pryzmats napisałem krótko całkiem niedawno temu, kiedy byłem po kilku odsłuchach i ogromnym wrażeniem. Teraz jestem po jakichś kilkudziesięciu i wrażenie jest jeszcze większe. Nie pamiętam na dobrą sprawę kiedy jakaś polska płyta wywołała u mnie tyle radości i uśmiechu na twarzy, jak wyłapuję kolejne follow-upy w drodze na uczelnie, czy nucę pod nosem myjąc naczynia. Niebanalna treść podana w niebanalnej formie i nie będę się powtarzał już, ale apeluję do tych wszystkich, co jeszcze nie znają, żeby zaprzyjaźnili się z "Balonem" i "Śmiejemy się", bo podejrzewam, że taka przyjaźń trafia się nie często! Klipy mają wam to ułatwić, niech to będzie pierwszy krok, tak jak zaraziłem ślizg.

Mam nadzieję, że zespół będzie do usłyszenia i zobaczenia na Piastonaliach w Opolu, ale na razie wolą muzykę dla s*udenciaków i jakiś srap-srock, niech będą Beskidy rządziły, bo Brodka już jest. Chcą chłopaki grać i ja chcę i żona i Wankz (w rajtuzach) pewnie też ich chce, może nie wszystko stracone. Niby byli w Bielsku przed O.S.T.R., więc coś jak u Laika, że na gigach jarasz się supportem, JAKA PIERWSZA LIGA?



poniedziałek, 21 marca 2011

Hocus Pocus i De La Soul w Warszawie + Equilibre [video]


Ostatni tydzień przyniósł dwie wspaniałe nowiny dla fanów francuskiej formacji Hocus Pocus - jedną koncertową, drugą o premierze klipu do piosenki "Equilibre" z najnowszej płyty "16 Pieces".

Zacznę od koncertu - 20 Syl i spółka zawitają 7 lub 8 maja do Warszawy na Warsaw Challenge. Razem z nimi potwierdzony jest jak na razie udział legendarnego De La Soul, ale spodziewać się można zapewne jeszcze kilku innych zespołów, np. srogich supportów z Polski. A najlepsze, że to wszystko za darmo i pod gołym niebem w Parku Sowińskiego, w samym centrum stolicy. Tym samym spełni się najprawdopodobniej moje życzenie, o którym pisałem końcem grudnia. Poniżej video z koncertu Hocus Pocus, nie rozumiem, ale kocham.




Natomiast w ostatni piątek odbyła się internetowa premiera teledysku do "Equilibre", z udziałem Oxmo Puccino. Wyborem piosenki trochę się zawiodłem, bo są lepsze na "16 Pieces" np. "WO:OO", ale nie zmienia to faktu, że przyjemnie się to słucha i ogląda. Całość nakręcono w Nowym Jorku, a piosenka brzmi nieco inaczej niż na płycie.



Hocus Pocus Feat. Oxmo Puccino - Clip "Equilibre" from On and On on Vimeo.

Dla przypomnienia pierwsze video promujące krążek.

wtorek, 22 lutego 2011

Jak jesteś stewardesą to pozdrów naszego ego tam, czyli zapowiedź nowego Rasmentalismu + Delorean [video]


Nie ma osoby, która przeszłaby obojętnie obok Rasmentalismu. Jedni w specyficznym leniwym flow Rasa widzą plus, drudzy w tym samym elemencie doszukują się wad. Raper nie rzuca wielu soczystych linijek, nie jest to żaden panczlajner jak Mezo, czy technik jak Wankej, ale jest wybitnie solidny, nie schodzi poza określony, wysoki poziom. W Mencie jedni widzą Mesjasza polskiego bitmejkingu, najlepszego obecnie producenta made in Poland i doceniają jego niesamowite ucho do sampli, w trakcie gdy inni w tym samym widzą ogromną kakofonię, zlepek dźwięków bez ładu i składu. Nikt jednak nie jest w stanie zaprzeczyć istnieniu niezwykłej chemii między jednym, a drugim muzykiem, co w rezultacie daje nam najlepszy i najbardziej charakterystyczny duet na polskim rynku hip-hopowym. Za niedługo ta para zaserwuje nam kolejne wydawnictwo.

Najpierw był Rasmentalism i "Dobra Muzyka i Ładne Życie". Spory szok, mało znany producent Ment zaserwował dobrą muzykę w postaci genialnych podkładów, na których idealnie popłynął Ras z Zamościa - rozpoznawalny głównie dzięki bardzo dobrej "Rasgrzewce". Od tej pory Hugo już nie był bossem, słuchacze zwariowali na tyle, że potrzebne było dotłoczenie, a wbijające się w pamięć wersy w połączeniu z bitami pozwalały w jednej chwili przenieść się ze słonecznej Tichuany, do klubowej toalety pełnej chłopaków żadnych wrażeń, NO HOMO, zahaczając jeszcze o osiedlowe ławki i boiska z przyjaciółmi. Słowem - ładne życie na dobrej muzyce.

Później z ekipą z Polski B skumał się W.E.N.A. z Warszawy, co zaowocowało wspólną pracą nad nowym albumem "Duże Rzeczy". Collabo wyglądało całkiem ciekawie na papierze - jeden spokojny, z pozoru leniwy chłopak z dobrego domu, drugi bardziej uliczny, mocny, nie żałujący przekleństw w tekstach. Spore wymagania zderzyły się z solidnym, ale niestety nie mających znamion bycia ponadczasowym materiałem - narzekano na zbyt elektroniczne bity Mentosa i wspomnianą wcześniej kakofonię, mało dobrych wersów raperów i brak chemii między nimi, tak ważnej na tego typu płytach. Wszystko to w połączeniu z bardzo dobrym rokiem 2009 (Ortega Cartel, Małpa) sprawiło, że album nie odniósł tak spektakularnego sukcesu, jakiego można było się spodziewać po szumnych zapowiedziach. Nie dało się oprzeć wrażeniu, że napompowany bardzo srogo balon z napisem 'Duże Rzeczy" wcale nie był taki duży i w opinii wielu przegrał w bezpośrednim pojedynku z poprzednim materiałem Rasmentalism - z własnego przykładu wiem, że w całości odpalam "DR" dużo rzadziej niż "DMŁŻ". Do "Na Wstecznym" i do "Sny Na Jawie" nagrano całkiem sensowne klipy, a płyta w zestawieniach podsumowujących było tak samo często wymieniana w charakterze najlepszych roku 2009, jak również największych ciosów.

Pod koniec poprzedniego roku (najpierw pojawia się jakby przypadkiem u Małpy, może to zapowiedź jakiejś współpracy?) duet Ras & Ment odpalają "Delorean" jak Krzysztof Ibisz - znowu internet oszalał, powrót do stylówki znanej z pierwszego albumu wyszedł zdecydowanie lepiej, aniżeli zaproszenie do współpracy W.E.N.Y., a ciekawostką był udział w nagraniu nieco zapomnianego Sławka Uniatowskiego na klawiszach. Dwie wersje piosenki o jednym tytule i refrenie, jedna na klasycznym podkładzie (podobny sampel miał Raca u siebie), druga na oryginalnym, syntetycznym przypominającym lata 80-te. Ment na obu pokazał swój niepodważalny talent, a w sukurs poszedł mu Ras - kilka świetnych wersów na obu wersjach. "Delorean" był pierwszym zwiastunem nadchodzącego na wiosnę Rasmentalismu numer 2, kolejnym jest wrzucona wczoraj na pożarcie internautów zapowiedź albumu w wersji video. Na zajawce można usłyszeć urywki niektórych piosenek, oraz krótkie wypowiedzi obu muzyków - jeden zapewnia o niezwykłości nadchodzącej płyty, a od drugiego dowiadujemy się z jakimi trudnościami przyszło się im zmagać w czasie nagrywania i wbrew pozorom chodzi tu o dużo cięższe sprawy, niż brak kasy za studio, czy inne tego typu przyziemne rzeczy.

Miejmy nadzieję, że buńczuczne zapowiedzi Menta się sprawdzą, z tego co słychać jest na to spora szansa i wypada tylko czekać, co takiego nowego i świetnego szykuje nam ta para - przedsmak u dołu.



czwartek, 6 stycznia 2011

Folklor - 100% Rap Flavoured Ski Movie [2010]


Najbardziej oczekiwany polski film narciarski A.D. 2010 w końcu dostępny dla wszystkich. Po kilku miesiącach od touru po kilku polskich miastach i wyświetlania przy pękających w szwach salach kinowych, doczekaliśmy się "Folkloru" w internecie, w jakości HD, podarowanego w święta Bożego Narodzenia. Jaki był to prezent i czy faktycznie jest to najlepszy film tego typu rodem z Polski?

Oczekiwania były spore bo i elementy składowe produkcji nietuzinkowe. Riderzy? Sama polska czołówka - w rolach głównych team twotip, czyli Piotr Wojarski i Bartek Sibiga, a jako drugoplanowi aktorzy m.in. Szczepan Karpiel i Marek Doniec. Za reżyserie wziął się znany z wielu editów i niepowtarzalnego stylu filmowania Michał Całka aka Tenczys, a miejscówki na których przyszło jeździć ekipie z "Folkloru" były zróżnicowane - zaczynając od Katowic, na Saas Fe kończąc. Wszystko to okraszone w 100% polską muzyką, np. HIFI BandyHemp Gru czy Małpy i 2stego. Wszystko na pierwszy rzut oka brzmi niezwykle zachęcająco, ale także stawia wysoko poprzeczkę.

Na szczęście wszystko wyszło wyśmienicie - narciarze (dodając do tego pojawiających się także zagranicznych gości w osobach Jamesa Woodsa, Christiana Bieriego i wielu innych) trzymają wysoki i równy poziom, chociaż wypadałoby wyróżnić Bartka Sibigę za double rodeo, niespotykane dotąd w polskich produkcjach. Jazda jest poprzeplatana lifestylowymi ujęciami z imprezy, samochodu, alpejskimi landschaftami, gonieniem zwierząt i wizytą Bartka u lekarza, które wypadają równie ciekawie jak skoki w parkach czy sesje na osiedlowych rurach. Wizualnie, zwłaszcza oglądając w HD, wygląda to wszystko znakomicie i klimatycznie, więc wielkie słowa uznania pod adresem Tenczysa. Dodamy do tego, że "Folklor" został w całości sfinansowany z własnej kieszeni, bez pomocy sponsorów i mamy już cały obraz tej bardzo dobrej produkcji. W moim odczuciu jedynie muzyka jest level niżej, bo zamiast  mainstreamowych wykonawców jak np. Vienio, widziałbym bardziej w*urwionych undergroundowych W.E.N.Ę. lub Zkibwoya - jest to i tak moja własna subiektywna opinia, z która pewnie wielu się nie zgodzi. Podsumowując, odpowiadam twierdząco na pytanie zadane wcześniej - jest to najlepsza i najbardziej bijąca "polskością" i prawdziwym klimatem nart produkcja opatrzona napisem made in Poland, ale patrząc na progres i systematyczność wypuszczania nowych materiałów całego odpowiedzialnego za "Folklor" teamu pewnie za jakiś rok się to zmieni.


Folklor from Michael Ten Calka on Vimeo.

Strona filmu, a w niej m.in. soundtrack i opis autora - www.folklormovie.com